[GRECJA] Milos – wulkaniczna perła greckich Cyklad


Uformowana przez wybuch wulkanu perła Cyklad, charakteryzująca się białymi klifami i turkusową wodą. Jej stolica – Plaka – uważana jest za jedno z najpiękniejszych cykladzkich miasteczek. Jeśli tak jak ja nie czujecie się dobrze na celebryckich Mykonos i Santorini lub po prostu szukacie czegoś nowego – zapraszam na Milos.


Milos – gdzie to jest?

Milos to najbardziej wysunięta na południe wyspa greckich Cyklad, która powstała w wyniku wybuchu wulkanu (ostatnie kształtujące wyspę erupcje miały miejsce 90 tys. lat p.n.e.). Wyspa jest częścią greckiego pierścienia wulkanicznego, do którego należą również Santorini czy Nisyros. Ruchy tektoniczne spowodowały, że wyspa jest bogata w surowce i minerały, a liczne gorące źródła są zasługą wciąż trwającej aktywności hydrotermalnej. Mimo niewielkich rozmiarów Milos jest wyspą kompletną – oprócz morza i gorących źródeł znajdziemy tutaj góry, bajeczne plaże, zabytki i urokliwe uliczki. A to wszystko w akompaniamencie greckiej gościnności i wspaniałego jedzenia. I co bardzo ważne, wyspa nie jest – jeszcze – zadeptana przez tłumy turystów, jak wspomniane wcześniej Mykonos czy Santorini.

Dla mnie personalnie, jest to jedno z tych miejsc na świecie, do którego wróciłam po raz drugi i wracać zamierzam, za każdym razem, kiedy będzie ku temu okazja. A lista tych miejsc nie jest długa.


milos

Jak dostać się na Milos?

Zanim napiszę, co warto zobaczyć na Milos, odpowiem na pytanie, jak się tutaj dostać. Najbardziej niezależnym środkiem transportu jest własny lub wyczarterowany jacht. Pozwala to na swobodne przemieszczanie się wokół wyspy i dotarcie do miejsc trudno dostępnych z lądu. Jednocześnie port Adamas na północy wyspy jest bezpiecznym schronieniem, aby zacumować i wyruszyć wgłąb Milos.


milos

Ci jednak, którzy żeglarzami się nie urodzili, na wyspę mogą dostać się promem lub samolotem. Jeśli chodzi o samolot, to na Milos dostaniecie się wyłącznie z Aten (ATH) lokalnymi liniami lotniczymi – Sky Express lub Olympic. Lot trwa 40 min i w sezonie operuje kilka razy dziennie. Rozważyć można również dolot samolotem z Europy na Santorini, a następnie prom na Milos. W sezonie letnim możecie znaleźć szybki statek „Super Jet”, który zawiezie Was z Santorini na Milos w niecałe 2 godziny.

Promy natomiast kursują nie tylko z Aten. Oprócz bezpośredniego połączenia ze stolicy, możecie znaleźć dłuższy rejs przez Cyklady z przystankami na przykład na Sifnos, Folegandros czy Santorini – wtedy podróż trwa nawet 8 godzin. Najszybszy Sea Jet dociera na Milos w niecałe 3 godziny. Ceny promów wahają się od 35-55 € (dane na rok 2019). Od kwietnia do października połączeń jest więcej, natomiast poza sezonem ich częstotliwość spada. Promy kursują również z Krety, jednak nie codziennie, a czas podróży może wynieść nawet 11 godzin. Promy możecie sprawdzić w wyszukiwarce go-ferry.


Jak przemieszczać się na Milos?

Zawijając do portu dobrym pomysłem jest krótki spacer i grecki lunch w jednej z przybrzeżnych kawiarenek. Warto również rozejrzeć się za odpowiednim środkiem transportu na resztę dnia. Jeśli macie czas i kondycję, polecam własne nogi, jeśli nie – opcji jest kilka.

  • Wypożyczenie samochodu lub skutera – w porcie znajdziecie kilka wypożyczalni. Cena wynajmu samochodu to około 30 € za dzień, jednak nie polecam tego środka transportu, jeśli planujecie dostać się do Plaki – stolicy wyspy. Uliczki są bardzo wąskie, trudno o miejsce parkingowe, a do samego centrum nie można wjeżdżać samochodem. Znacznie lepiej sprawdzi się skuter, należy jednak pamiętać, że do jego wypożyczenia wymagana jest kategoria AM w Prawie Jazdy (w nowych Prawach Jazdy dostajecie ją z automatu, w starych niestety jej nie ma). Cena skutera to około 15 € na dobę.
  • Autobus – z przystanku w Porcie Adamas kursują autobusy łączące najważniejsze punkty na wyspie, w tym właśnie Port z Plaką. Jest to zdecydowanie tańsza opcja, a autobusy kursują dość często.
  • Taksówka – chyba najwygodniejsza i najszybsza opcja transportu na wyspie, w dodatku przystępna cenowo. Za trasę Port-Plaka, zapłaciliśmy 10 €, za powrót do portu z Klimy (o której napiszę później) – 17 €. W przypadku 4 osób wydatek jest naprawdę akceptowalny.

 

Pamiętajcie, że wszystkie podane przeze mnie ceny należy traktować orientacyjnie, ponieważ zmieniają się w zależności od sezonu czy przewoźnika. Podane liczby pochodzą z maja 2019 roku.

 


milos
Widok na Plakę wpływając do Portu Adamas

Jeśli chodzi o dalsze zwiedzanie wyspy, u nas sprawdziło się wzięcie taksówki do Plaki (stolica położna jest na wzniesieniu na północny-wschód od Portu), a następnie spacer w dół pieszo, zahaczając o miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. Dzień skończyliśmy w urokliwej miejscowości Klima, skąd wzięliśmy taksówkę do Portu.


Przedstawiam Wam więc miejsca, które udało mi się zobaczyć, spędzając na wyspie i w jej rejonie 2 dni. Nie będzie to TOP 10, ponieważ listy najpiękniejszych miejsc są bardzo subiektywne i każdy musi sam zdecydować, co przypadnie mu do gustu:

 

1. Plaka i jej urokliwe uliczki.

Stolica wyspy została założona w 1800 r. i charakteryzuje się typową cykladzką architekturą. Białe domki z pomalowanymi na niebiesko okiennicami wyglądają na żywo jeszcze lepiej niż na pocztówkach. Zdjęcia z Plaki nie potrzebują żadnej obróbki graficznej i jest to zdecydowanie jedno z tych miejsc, które zapamiętuje się na długo. Wychodząc z gąszczu wąskich, kamiennych uliczek naszym oczom ukazuje się zapierający dech w piersiach widok na Zatokę Milos, który ja mogłabym oglądać godzinami. Nazwa Plaka pochodzi podobno od płaskiego terenu, na jakim zostało wzniesione miasto – Plaka po grecku znaczy „płaski kamień”. Biorąc natomiast pod uwagę jej obecny kształt – nie mam pojęcia, kto wymyślił tę nazwę. 


Plaka
Plaka
Plaka
milos
milos
milos

3. Muzeum Archeologiczne w Plaka

To, co zachęca większość turystów, by zajrzeli tu na chwilę, jest z pewnością marmurowy posąg Wenus z Milo. Problem polega na tym, że w Plaka możemy podziwiać jedynie jego kopię, podczas gdy oryginał wystawiany jest w Luwrze. Podobno władze Milos czynią starania w celu powrotu bogini miłości do ojczyzny, jednak nie wiadomo, kiedy i czy to nastąpi. Ciekawostka? Wenus, po odnalezieniu przez greckiego wieśniaka w 1820 r. w miejscu, które odwiedzimy na chwilę, miała jeszcze ręce. Legenda głosi, że straciła je, gdy statek, na którym była transportowana do Francji roztrzaskał się o skały u wybrzeży wyspy. Sama rzeźba jest datowana na około 100 r.p.n.e.


milos

Wracając do Muzeum, oprócz Wenus z Milo znajdziecie tam mnóstwo eksponatów z wykopalisk na Milos, z różnych okresów. Wazy, rzeźby, przedmioty codziennego użytku – jednym słowem wszystko, co w każdym innym muzeum archeologicznym. Muzeum jest dość małe i odnowione, ale nie nowoczesne. Zamiast popularnych dzisiaj interaktywnych wystaw, tutaj nadal są drewniane gabloty.

Miejsce zdecydowanie polecam miłośnikom archeologii i starożytności, natomiast jeśli nie macie czasu, według mnie nie jest to punkt „must-go”. Cena wstępu to 2 €.



4. Miejsce znalezienia Wenus z Milo

Opuszczając Plakę udajemy się w dół, w kierunku rybackiej wioski Klima. Schodząc dobrze oznakowaną drogą w stronę wybrzeża znajdujemy miejsce, w którym 200 lat temu przypadkowy rolnik kopał swoje pole niedaleko murów starożytnego Milos. Natrafił na ponad 2-metrową antyczną rzeźbę, a po długich rozważaniach, gdzie powinna trafić, została załadowana na statek francuskiego żeglarza i ofiarowana królowi Ludwikowi XVIII. Źródła twierdzą, że Wenus została znaleziona w kamiennej wnęce, która w starożytności zdobiła grecki gimnazjon. Niestety – późniejszy najazd poszukiwaczy podobnych odkryć spowodował, że okolica została przekopana i splądrowana, więc dziś nie możemy z 100% pewnością określić miejsca znalezienia Wenus. Bogini miłości przepasana szatą była na tamte czasy ilustracją ideału kobiecego ciała.


milos

5. Katakumby Milos

Również w pobliżu murów antycznego Milos znajdziemy katakumby pierwszych chrześcijan. Wykute w miękkiej skale korytarze i groty, służące za miejsce pochówku liczą w sumie 200 m. Groty różnią się kształtem i wielkością – niektóre wykuto w skale, inne bezpośrednio w ziemi. Są tutaj duże grobowce familijne, jak również małe, pojedyncze krypty. W niektórych miejscach zachowały się oryginalne inskrypcje, jednak miejsce jest bardzo zniszczone przez wandali – żal patrzeć na graffiti na ścianach w takich zabytkach. Gdy w 1844 r. na miejsce przybył niemiecki archeolog, w zasadzie wszystko było rozkradzione i sprofanowane. Już wtedy nie znaleziono szczątków pogrzebanych ludzi, a ilość wydobytych przedmiotów była bardzo mała. Od tamtej pory wykopaliska wielokrotnie powtarzano, a obecnie miejsce jest udostępnione do zwiedzania turystom. Nie całe – część korytarzy jest zamknięta, a wejście do tych otwartych jest możliwe jedynie z przewodnikiem. Wstęp kosztuje 4 € i trzeba poczekać na zebranie się co najmniej kilku osób, co w sezonie letnim raczej nie jest problemem. Rada: Poczekajcie na przewodnika, nawet jeśli miałoby to trwać dłużej. Naszą grupę oprowadzała kasjerka (!), ponieważ akurat zrobiło się więcej ludzi i był to totalny niewypał jeśli chodzi o poziom merytoryczny.


milos
milos

6. Starożytny Amfiteatr

Schodząc spacerem z Plaki w dół, w kierunku Klimy, cały czas znajdujemy się na terenie antycznego miasta Milos. Dzięki swojemu strategicznemu położeniu na zboczu wzniesienia, u wejścia do portu, Milos było w stanie przetrwać przez tysiąclecia (szacuje się, że od IX w.p.n.e. do VII w.n.e.). W tym czasie kilkakrotnie miało okres bardzo dobrego prosperity, głównie za sprawą bogactwa surowców i minerałów wydobywanych na wyspie.

Kolejnym dowodem na niesamowity rozwój miasta w czasach antycznych było odkrycie w 1735 r. ruin antycznego teatru przez przypadkowego Jezuitę. Od tamtego czasu na terenie teatru odbywają się liczne wykopaliska i rekonstrukcje, a obecny kształt amfiteatru podobno dość dobrze odwzorowuje oryginał z III w. p.n.e. Szacuje się, że amfiteatr w czasach antycznych mógł pomieścić nawet 7000 widzów, podczas gdy obecnie mieści 700. Na jego terenie wciąż odbywają się przedstawienia i wydarzenia kulturalne. Uważam to za niesamowite zjawisko, gdy od ponad 2 tysięcy lat, kolejne pokolenia ludzi, wciąż zbierają się w tym samym miejscu, żeby tworzyć sztukę.


milos

7. Rybacka wioska Klima

Klimy nie da się nie zauważyć – gwarantuję, że zwróci uwagę każdego, kto wpływa do portu w Adamas.

Uważam ją za jedno z najbardziej urokliwych i autentycznych miejsc w jakich byłam. Autentycznych – ponieważ nikt niczego tutaj nie udaje, nie dostosowuje do turystów i nie zmienia, by nakręcić biznes. Życie toczy się wolniej niż w czasach, kiedy Klima była centrum rybołówstwa na Milos – lata świetności wioski przypadają na VII-V w. p.n.e. Kolorowe drzwi garażów przypominają czasy, kiedy lokalni rybacy parkowali tu swoje łódki. Mimo, że obecnie zamiast rybołówstwa budynki częściej służą za domki wakacyjne właścicieli, nadal można spotkać lokalnych rybaków wyruszających na łowy. Podczas gdy Wy staracie się zrobić idealne zdjęcie na Instagrama, ktoś w kadrze pierze pranie w miednicy. I za to kocham takie miejsca – za autentyczność, która nie pasuje do Insta.

Nie znajdziecie tutaj turystycznych straganów i chińszczyzny – jedyny sklepik, w którym można nabyć przysłowiowy magnes prowadzony jest przez właściciela domu i wszystkie produkty są wytwarzane właśnie przez niego.

Uważam, że nawet najlepszy opis nie odda atmosfery Klimy, zapraszam zatem do zdjęć.


klima
klima
klima
klima
klima
klima
klima

Kolejne dwa miejsca, o jakich napiszę, znajdują się na morzu i do jednego z nich nie da się dotrzeć z lądu. I to też jest piękne, ponieważ naturalnie ograniczona ilość osób sprawia, że posiadanie prywatnej zatoczki otoczonej białymi klifami staje się realne.


milos

8. Zatoka Kleftiko

Miejsce, o którym mówię to Zatoka Kleftiko na południowo-zachodnim wybrzeżu Milos. Oprócz dostania się tu jachtem, dopłynąć można także z jednodniową zorganizowaną wycieczką z portu Adamas. Krystalicznie czysta woda, groty i łuki utworzone przez skały oraz bliskość natury – czego więcej potrzeba do szczęścia? Chyba jedynie tego, aby niektórzy panowie z niskim ego dali sobie spokój ze skuterami wodnymi w takich miejscach jak to.

Na Kleftiko robi się cicho przed zachodem słońca – kiedy wszystkie zorganizowane wycieczki wrócą do portu, kiedy zostaje się sam na sam z naturą, w ciszy kontemplując jej piękno.


milos
milos

9. Sarakiniko

Drugim wartym odwiedzenia miejscem jest Sarakiniko na północy wyspy. Do plaży można dotrzeć zarówno z wyspy jak i z morza, a głównym powodem przybycia tutaj jest wrak tankowca Sicily, który rozbił się o skały i osiadł na dnie tuż przy plaży podczas sztormu w 2003 r. Wrak jest łatwo dostępny i bardzo ciekawy do snorkellingu. Na burcie można zaobserwować jego wcześniejszą nazwę „Dubai Star”. Część statku wystaje ponad wodę, a pływając wokół trzeba uważać na ostre metalowe elementy wystające z wraku, zwłaszcza przy wzburzonym morzu. Zatoka nie jest popularna, jednak w sezonie można tutaj spotkać jednodniowe wycieczki z Adamas.



No cóż, to tylko tyle lub aż tyle, ile udało mi się zobaczyć podczas tych 2 dni na wyspie i w jej okolicy. Mimo, że był to mój drugi raz na Milos i kilka z opisanych wyżej miejsc odwiedziłam po raz drugi, bez wahania wrócę tutaj przy następnej okazji. Są miejsca, w które można wracać bez końca i Milos właśnie do nich należy.

Pamiętajcie, że wyspa ma do zaoferowania o wiele więcej i powyższy post nie wyczerpuje wszystkich miejsc, które warto tu zobaczyć. Dla miłośników muzeów, w Plaka znajdziecie również Muzeum Folkloru. Dla tych bardziej aktywnych – wspaniałe widokowe szlaki na najwyższy szczyt Milos, górę Proroka Eliasza (Mount Elias, 748 m.). Ciekawostka? Góra Proroka Eliasza nie jest odosobniona – tą nazwą nazwano również wiele innych szczytów na Cykladach.

Wracając do zwiedzania – wszystko zależy od ilości czasu, upodobań i Waszej kreatywności.

Dzięki, że doczytaliście do końca. Jeśli podobał Wam się ten tekst, zostawcie lajka lub komentarz, możecie też udostępnić ten post. Zachęcam również do dzielenia się doświadczeniami z Milos, bo pamiętajcie, że najlepsze miejsca znajduje się z polecenia innych podróżników.


[WŁOCHY] Dolina Aosty – dolina 100 zamków w sercu Alp

Dolina Aosty – dolina 100 zamków w sercu Alp


W tym poście przeniesiemy się nieco bliżej Polski niż ostatnio. W miejsce bardzo dostępne z naszego kraju, relatywnie bliskie, a wciąż jeszcze bardzo mało popularne turystycznie. W miejsce, gdzie w zasadzie można dojechać samochodem, jeśli podróż samolotem w jakichś względów nie wchodzi w grę. O czym mowa? O Dolinie Aosty we włoskich Alpach, którą odwiedza się zazwyczaj przy okazji wyjazdu na narty. Ale niesłusznie – to miejsce ma znacznie więcej do zaoferowania niż dziesiątki kilometrów świetnie przygotowanych tras narciarskich. My również przyjechaliśmy tutaj na narty, ale mimo to udało nam się zobaczyć jedną z największych twierdz w dolinie, poznać jej historię i dowiedzieć się, dlaczego właśnie Dolina Aosty jest taka szczególna na mapie Włoch. I przede wszystkim podjąć decyzję, że w Alpy przyjeżdżamy latem!


Dolina Aosty – najważniejsze dane

Zacznijmy od faktów i kilku najważniejszych informacji o tym miejscu. Dolina Aosty jest najmniejszym regionem na mapie Włoch i jedynym, który nie jest podzielony na prowincje. Graniczy w Francją i Szwajcarią, a ponad 1/3 jego powierzchni leży na wysokości ponad 2 600 m., w najwyższych partiach Alp. To właśnie tutaj znajdują się najbardziej rozpoznawane alpejskie szczyty – najwyższy Mont Blanc (4 810m.), ikoniczny Matterhorn (4 478m.), drugi najwyższy szczyt w Alpach – Monte Rosa (4 634m.) czy Gran Paradiso (4 061m.). W sumie na terenie Doliny Aosty znajduje się 40 szczytów, których wysokość przekracza 4000 m.

Ten nieprzyjazny do codziennego życia region zamieszkuje tylko 120 tys. ludzi. Ze względu na silne wpływy i bliskość Francji, po francusku porozumiemy się tutaj równie łatwo, jak po włosku – francuski jest drugim językiem urzędowym. Dolina Aosty skomunikowana jest z Francją słynnym Tunelem Mont Blanc (Tunel du Mont Blanc) łączącym włoskie miasto Courmayeur z francuskim Chamonix-Mont-Blanc. Tunel ma 11,6 km długości, budowę zakończono w 1965 r., a jego powstanie znacznie skróciło dojazd z Francji do Włoch. Obecnie jest to jedna z głównych tras transportowych przez Alpy. Ze względu na swoje odizolowane położenie w stosunku do reszty kraju, Dolina Aosty posiada status autonomii, uchwalony w 1948 r., dający mu kompetencje w zakresie szkolnictwa, samorządów czy ekonomii.


źródło: Free World Maps

Turystyka i narciarstwo

Turystyka kwitnie tu głównie zimą, a wszystko za sprawą dużych, nowoczesnych ośrodków narciarskich. W regionie znajdziemy ich aż 23, co daje w sumie 800 km świetnie przygotowanych tras, 10 snowparków oraz liczne opcje jazdy poza trasami. Popularne jest tutaj heli-ski, czyli dostarczanie narciarzy na nieprzygotowane, naturalne stoki – helikopterami.



W tym roku jeździliśmy w ośrodku położonym na granicy włosko szwajcarskiej – Breuil-Cervinia-Zermatt. Atutem tego ośrodka jest bez wątpienia połączenie strony włoskiej (Breuil – Cervinia) ze stroną szwajcarską (Zermatt) – o ile zakupimy międzynarodowy skipass. W sumie daje nam to ponad 250 km tras, z czego większość to trasy o średnim poziomie trudności. Ze względu na dużą wysokość, ośrodek funkcjonuje od listopada do połowy maja, a trasy na lodowcach dostępne są cały rok (25 km tras). Mimo, że Cervinia nie jest najtańszym ośrodkiem, możliwość przejazdu na stronę szwajcarską jest dużą zaletą finansową. Niestety planując mieszkanie po stronie szwajcarskiej, z cenami jest znacznie, znacznie gorzej. Miejcie to na uwadze przy przekraczaniu granicy i sprawdźcie dokładnie godziny powrotu do Włoch ostatnich kolejek. Jak utkniecie, taksówka ze Szwajcarii do Włoch to jakieś 1000€, więc lepiej wziąć… śmigłowiec za 400€. Ale żeby nie było, że wszystko jest tutaj super drogie, pamiętajcie, że wszędzie na świecie, niezależnie od tego gdzie podróżujecie, da się znaleźć tańsze i bardziej dostępne opcje. Oczywiście – mieszkając tuż przy wyciągu w Cervinia – cena nie jest najniższa. Dlaczego więc nie znaleźć czegoś kilka wiosek dalej i nie dojeżdżać samochodem lub skibusem? Dokładnie w ten sposób zapłaciliśmy za nocleg ponad 2 razy mniej, korzystaliśmy z Airbnb. Ceny skipassów różnią się w zależności od sezonu, ferii, ilości dni na nartach, więc tutaj również można wydać trochę mniej. Celowo nie podaję dokładnych kwot – opcji i możliwości jest mnóstwo, dodatkowo oferta zmienia się z roku na rok. Tabele cen skipassów dla ośrodka Breuil-Cervinia znajdziecie TUTAJ

Widoki ze stoków, jak to w Alpach, zapierają dech w piersiach. Nie sposób oderwać wzroku od majestatycznego Matterhornu, u podnóża którego jeździmy. Dodatkowo, to właśnie tutaj znajduje się najwyżej położona w Europie stacja narciarskaMatterhorn Glacier Paradise. Wysokość 3883 m. n.p.m. jest odczuwalna, jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do przebywania w takich warunkach.



Ale nie samymi nartami Aosta stoi. Mimo, że szczyt sezonu turystycznego przypada właśnie na zimowe miesiące, niewątpliwie warto przyjechać tutaj również latem.


Historia Doliny Stu Zamków

Pierwsze osady na terenie dzisiejszej Doliny Aosty powstały prawdopodobnie tuż po ustąpieniu lodowców (około 17 000 lat temu). Byli to przybysze z regionu Rodano we Francji oraz w późniejszym czasie Celtowie (podobno ich na obecność wskazują niektóre nazwy własne w regonie). Stulecia lokalnych wojen doprowadziły do zwycięstwa Armii Rzymskiej i w 25 r.n.e. powstała Augusta Praetoria, czyli obecna Aosta. Z czasem polityczna i ekonomiczna pozycja miasta wzrosła, o czym świadczą liczne, zachowane do dziś zabytki – Łuk Augusta (l’Arco di Augusto), Teatro Romano, Forum Romanum czy Porta Pretoria. Aosta dzięki swojej pozycji, rozwojowi ekonomii i kultury była nazywana Rzymem Alp. Wzrost znaczenia regionu w Europie przyniósł za sobą rozwój komunikacji – to właśnie w czasach rzymskich zaczęto budować drogi i mosty w niedostępnych górskich terenach. Ze względu na swoją naturalną izolację, już wtedy region Aosty cieszył się dość dużą autonomią. Mimo, że w 1. tysiącleciu był w rękach Gotów, Franków, Burgundów czy Bizantyjczyków, rządy poszczególnych grup były dość luźne i niewiążące.


Fort Bard (Forte di Bard)

Aby zapewnić obronność strategicznego regionu oraz kluczowych górskich przejść, już od około 1000 r. n.e. dolina zaczęła być silnie fortyfikowana. W 1031 r. Hubert I Savoy, hrabia Aosty rozpoczął budowę Fortu Bard – jednej z najokazalszych fortyfikacji w regionie. Lokalizacja twierdzy nie była przypadkowa – wybudowano ją na trudno dostępnym wzgórzu górującym nad wąskim, strategicznym przejściem przez dolinę. Fort był bardzo trudny do zdobycia, o czym w 1800 r. boleśnie przekonał się sam Napoleon Bonaparte. Podczas marszu na Półwysep Apeniński w czasie II Kampanii Włoskiej, po przekroczeniu przełęczy Bernarda, Armia Napoleońska napotkała nieprzewidziany opór właśnie w Twierdzy Bard. Austriacko-piemoncki garnizon, wykorzystując trudną do zdobycia lokalizację twierdzy, bronił się całe 2 tygodnie. Trudności doprowadziły Napoleona do takiej wściekłości, że ten kazał ostatecznie zrównać twierdzę z ziemią po swoim zwycięstwie pod Maregno. Fort został odbudowany w latach 1831-1838 i od tamtej pory pełnił funkcję magazynu artylerii i więzienia, aż do 1975r. i nie uczestniczył w działaniach wojennych.


Zdjęcie wykonane na wystawie przedstawiającej historię Fortu Bard

Od 1999 r. rozpoczęła się gruntowna renowacja zaniedbanej twierdzy, głównie dzięki środkom z Unii Europejskiej. W latach 2003-2006 powstało Muzeum Alp, przygotowane głównie z okazji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turnie w 2006 r. W kolejnych latach otwarto interaktywne, nowoczesne Muzeum Fortyfikacji i Granic (The Ferdinando. Fortifications and Frontiers Museum) oraz Więzienia, czyli 24 cele z wystawą na temat historii twierdzy. Znajduje się tutaj także muzeum „Alpy dla Dzieci”, które otwarte jest tylko w weekendy.

W Fort Bard spędziliśmy ponad 4 godziny i uważam, że jest to minimalny czas, żeby wszystko w miarę na spokojnie obejrzeć. Pod twierdzą dostępny jest płatny, podziemny parking dla zwiedzających (z tego co pamiętam zapłaciliśmy za niego 3€). Może również poszukać miejsca parkingowego w miasteczku i do twierdzy przyjść piechotą. Mimo tego, że muzea i wystawy są nowoczesne i wykonane w bardzo ciekawy i interesujący sposób, sama organizacja miejsca do mnie nie przemawia. Wyzwaniem jest znalezienie kasy biletowej – ostatecznie okazało się, że nie znajduje się przy wejściu, a na najwyższym poziomie twierdzy. Trochę czasu zajmuje również znalezienie poszczególnych wystaw i muzeów. Teren zamku nie jest dobrze oznakowany. Jak w końcu uda się znaleźć kasę, mamy kilka możliwości zakupu biletów, w zależności od tego, co chcemy zobaczyć. Najsensowniejszą wg mnie opcją jest zakup wspólnego biletu na 3 muzea: Muzeum Alp, Muzeum Fortyfikacji i Granic oraz Więzienie. Cena to 15€, a dokładny cennik możecie znaleźć TUTAJ.



Zwiedzanie zaczynamy od Muzeum Alp, czyli pierwszego muzeum, jakie powstało na terenie twierdzy. Jest ekstremalnie ciekawe, bo nie byłam do końca zaznajomiona z historią Alp, a to muzeum świetnie i szczegółowo ją przybliża. Mamy tutaj opis Alp z administracyjnego i demograficznego punktu widzenia, mamy tutaj mnóstwo środowiska naturalnego, flory i fauny. Dowiadujemy się jak powstały Alpy jako masyw górski, jak żyło się w nich kiedyś i jak żyje się dziś. Możemy zobaczyć skamieliny z okresu powstawania gór, skały, minerały. Na koniec część wystawy poświęcono ludziom – ich tradycjom, świętom oraz codziennemu życiu. W Muzeum Alp oczywiście nie można było pominąć historii alpinizmu oraz narciarstwa. Ogrom wiedzy, pod jednym warunkiem – znajomości włoskiego lub francuskiego… Moim największym zarzutem jest właśnie całkowity brak opisów w języku angielskim, co w dzisiejszych czasach w centrum Europy jest rzeczą co najmniej dziwną. Ja na szczęście z francuskim sobie jakoś radzę, ale przyznam, że zwiedzanie byłoby dużo bardziej komfortowe w języku angielskim. Jedyne, czego nie sprawdziłam, to czy są przewodniki w języku angielskim dostępne przy kasach, ewentualnie jakieś aplikacje na telefon. Po prostu nie podejrzewałam, że będą konieczne, ale wybierając się tam, koniecznie ich poszukajcie.



Następnie udajemy się do Muzeum Fortyfikacji i Granic, które podzielone jest na 3 części. Pierwsza ilustruje rozwój fortyfikacji z Alpach od czasów rzymskich po XIX wiek, jak również transformację technik militarnych oraz doskonalenie się artylerii i broni. Druga część skupia się na roli alpejskich fortyfikacji w dwóch wielkich wojnach – I i II Wojnie Światowej. Trzecią część poświęcono tematyce granic, Alpom jako naturalnej barierze na mapie Europy oraz rozważaniom nad sensem istnienia granic. Ciekawostką jest fakt, że znajdziemy tutaj „Psalm” Wisławy Szymborskiej na temat granic, w języku polskim. To kolejne, jeszcze bardziej interaktywne i nowoczesne muzeum, z ogromną ilością ciekawej treści, nagrań, projekcji, wystaw i ekspozycji. Czasami można się poczuć odrobinę przytłoczonym ilością i intensywnością bombardujących nas informacji. Fani tej tematyki bez wątpienia mogą tu spędzić długie godziny. I to muzeum jest już po angielsku.


 


Na najniższym poziomie twierdzy znajdują się Więzienia. To 24 niewielkie cele, większość bez dostępu do światła słonecznego. Podczas wojen cele zapełniały się setkami skazanych, a naoczni świadkowie mówili także o tysiącach podczas I Wojny Światowej. W czasach pokoju przetrzymywano tutaj niesubordynowanych żołnierzy garnizonu oraz drobnych przestępców. W wąskich korytarzach więzienia znajduje się interesująca wystawa, z której poznajemy historię twierdzy Bard, jej oblężenie przez wojska napoleońskie, a następnie odbudowę.



Po spędzeniu połowy dnia w Forcie Bard zdecydowanie uważam, że warto było tu przyjechać. Miejsce polecam głównie entuzjastom historii, ale uważam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Muzea są obszerne wielkościowo i zawierają naprawdę dużo informacji o Alpach i ich historii. Dodatkowo spacer po dziedzińcach średniowiecznej twierdzy i widoki na dolinę przemawiają za tym, aby spędzić tutaj kilka godzin. Do twierdzy możecie dostać się przeszklonymi windami-kabinami, które po pochyłych torach zawiozą Was na każdy z poziomów zamku – jest to idealna alternatywa dla klasycznej winy, która idealnie pasuje do tego miejsca. Niezapomniane widoki – gwarantowane. Wracając na dół polecam jednak spacer. Wzdłuż drogi wijącej się u podnóża twierdzy umieszczono liczne punkty widokowe na dolinę z krótkimi opisami oraz blaszaną chatkę biwakową przeniesioną tu spod Mont Blanc.



Mimo, że większość czasu w Dolinie Aosty spędziłam jeżdżąc na nartach, cieszę się, że udało się znaleźć kilka godzin na zwiedzanie i poznanie historii tego niezwykłego miejsca. Mam nadzieję, że tym wpisem przekonałam Was, że piękne miejsca z bogatą i często mało znaną historią są również bardzo blisko Polski i nie trzeba przemierzać połowy świata, żeby takie zobaczyć. Tym, którzy mają więcej czasu zdecydowanie polecam również wybrać się do miasta Aosta i zwiedzić ruiny rzymskiego miasta. A może ktoś z Was już tam był i podzieli się wrażeniami w komentarzach? Zapraszam!