safari

Planowanie safari w Afryce, czyli jak zobaczyć Simbę?


Doskonale pamiętam, jak będąc dzieckiem, po obejrzeniu “Króla Lwa” i wypłakaniu morza łez po śmierci Mufasy, zapragnęłam odwiedzić afrykańską sawannę, a safari w Afryce na dobre zagościło na liście marzeń. Ten post, to taki mini-poradnik, jak safari zorganizować, gdzie, kiedy i na ile pojechać, a także jak się do wyjazdu przygotować i co zabrać.

Enjoy!


Kenia? Tanzania? Jakie safari wybrać?

Jak zapewne się domyślacie, biznes safari jest bardzo popularny i skomercjalizowany, dlatego też możliwości jest bardzo wiele. Na safari można pojechać w wielu krajach Afryki, a wyjazd będzie różnił się ceną i tym co, a raczej kogo, zobaczymy. Bez wątpienia najpopularniejsze safari odbywają się w Tanzanii i Kenii i od tych krajów proponuję zacząć poszukiwania. W Tanzanii najpopularniejszy jest Serengeti National Park, najstarszy i największy park narodowy w tym kraju. Część tego ekosystemu (około 5%), znajduje się już w Kenii i nazywa się Masai Mara National Reserve – tu właśnie byliśmy. Razem z Serengeti National Park tworzą ogromny kompleks Serengeti-Mara. Oprócz tego w obu tych krajach jest mnóstwo mniejszych parków i rezerwatów, np. Lake Nakuru National Park w Kenii czy Ngorongoro Conservation Area w Tanzanii, natomiast w nich oferowane są głównie jednodniowe safari lub są przystankami podczas safari objazdowego. I tych krajach się skupimy z dwóch prostych powodów – ich największej popularności i dostępności oraz mojej, póki co, niewielkiej wiedzy o safari w innych krajach.


Na tym etapie kilka praktycznych porad odnośnie wjazdu
do Kenii i Tanzanii

Szczepienia

Wbrew temu, co znajdziecie w Internetach, nie ma obowiązkowych szczepień przed wyjazdem do obu tych krajów. Nieprawdziwa informacja, jakoby szczepienie na żółtą febrę (żółtą gorączkę), było obowiązkowe wynika z tego, że jest obowiązkowe… jeśli przyjeżdżamy z kraju, w którym jest zagrożenie wirusem żółtej gorączki. Jak łatwo się domyślić, Polska do tych krajów nie należy, ale trzeba mieć to na uwadze np. podczas dłuższej podróży przez Afrykę, gdy w takim kraju byliśmy. Pamiętajcie, że na żółtą febrę można szczepić dopiero od 9 miesiąca życia dziecka.

Pod TYM LINKIEM znajdziecie tabelę informacyjną oraz pełną informację na temat żółtej febry. To strona Centres of Disease Control and Prevention, na którą powołują się m.in. instytucje rządowe Kenii i Tanzanii.

Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje jednak kilka szczepionek przed wyjazdem. Oprócz żółtej febry są to:

  • wirusowe zapalenie wątroby typu A
  • wirusowe zapalenie wątroby typu B
  • tężec + błonica
  • dur brzuszny
  • choroba Heinego-Medina
  • meningokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.

Malaria

W obu tych krajach jest również wysokie zagrożenie malarią, chorobą zakaźną przenoszoną głównie przez komary Anopheles, na którą, jak zapewne wielu z Was wie, nie ma szczepionki, a jedyne co nam pozostaje, to profilaktyka. Jedną z możliwości jest kuracja antymalaryczna, czyli przyjmowanie dość inwazyjnych i drogich tabletek przed wyjazdem, w jego trakcie oraz po. Na miejscu naszymi obrońcami są dobre, ale naturalne repelenty, zakrywanie ciała oraz moskitiery, ale pełną listę „co zabrać” wrzucę na koniec. W razie wątpliwości najlepszą decyzję odnośnie szczepień pomoże Wam podjąć lekarz medycyny tropikalnej. My nie przyjmowaliśmy tabletek antymalarycznych, bo ze względu na naszą pracę musielibyśmy je chyba łykać cały rok, poza tym podróżowaliśmy w porze suchej, podczas której ryzyko zachorowania na malarię jest mniejsze. Jeśli chodzi o szczepienia, to śmiało mogę powiedzieć, że mam prawie wszystkie możliwe, ale to również ze względu na wymagania mojej firmy, a niekoniecznie na własne chęci. Na pewno w przyszłości na blogu pojawi się post na temat zdrowia w podróży.


Wizy, opłaty wizowe

Teraz o wizach. Temat jest dość prosty i krótki. Do obu tych krajów, w celach turystycznych,  jako obywatele Polski musimy posiadać tzw. single entry visa (wizę jednorazowego wjazdu).

W przypadku Kenii oczekiwanie na wizę na lotnisku możemy sobie skrócić poprzez aplikowanie o nią online na stronie: eVisa Keyna, czas wydania wizy to 3 dni robocze, cena 51$ + jakaś drobna dodatkowa opłata na koniec. Uważajcie na inne strony oferujące wyrobienie wizy – to pośrednicy, którzy doliczą swoją opłatę, cały proces będzie trwał dłużej i będziecie musieli im udostępnić Wasze paszporty, co nie jest najbezpieczniejsze.

Tanzania – tutaj również mamy możliwości wyrobienia wizy online na stronie https://eservices.immigration.go.tz/visa, oraz w jednym z entry points (punktów wjazdu do kraju), których jest mnóstwo i oczywiście są to między innymi lotniska międzynarodowe. Na stronie Immigration Departement Tanzanii znajdziecie wszystkie wymagania dotyczące wizy. Cena to 50$. [wizę do Tanzanii można wyrobić przez Internet od 2019 roku. Od 1 czerwca 2019 również obowiązuje zakaz wwożenia plastikowych torebek i worków na teren Tanzanii, dokładny przepis poniżej]

Dodatkowo pamiętajcie, że Wasz paszport musi być ważny co najmniej 6 miesięcy od ostatniego dnia pobytu na terytorium obu tych krajów.



Jak dolecieć do Kenii i Tanzanii? Transport.

No i na koniec zostawiłam temat lotów/dojazdów do Kenii i Tanzanii. W temacie lotów nie będę się wypowiadać, ponieważ jak wiecie ze strony Poznajmy się!, podróżujemy na biletach staff travel – pracowniczych, i rzadko kiedy śledzimy strony z promocjami i tanimi biletami. Jeśli miałabym coś polecić to skyscanner.com wydaje się uniwersalnym narzędziem do szukania najlepszych ofert. Generalnie jeśli chodzi o Kenię, to lata się na jedno z dwóch głównych lotnisk – Nairobi (NBO) bądź Mombasa-Moi (MBA), a stamtąd do parków jeździ się samochodem (firmy, które safari organizują zapewniają transfer) lub lata mniejszymi samolotami w głąb kraju.

Sprawa podobnie wygląda w Tanzanii, tutaj przylatujemy na lotnisko Kilimandżaro (JRO) lub Dar es Salaam (DAR), a dalej samolotem z przesiadką lub samochodem dostajemy się do Arusha, miejscowści z której wyrusza większość safari. Można również znaleźć samolot, którym dolecimy na północ Serengeti National Park, jeśli chcemy zaoszczędzić czas i szybko dostać się w tej rejon. Oczywiście przeloty samolotami zamiast podróży samochodem są dużo droższe.

Kursuje również autobus pomiędzy Nairobi (Kenia), a Arusha (Tanzania), jest to transport dla turystów, rozkład znajdziecie tutaj: https://www.riverside-shuttle.com/, aczkolwiek nasz znajomy, który w Afryce mieszka odradzał przemieszczania się i przekraczania granicy na własną rękę w Afryce. Nie korzystaliśmy, podaję jako informację, że taka możliwość również jest.


Jak długo na safari?

Skoro praktyczne informacje już za nami to wróćmy do tematu safari. Wspomniałam o safari objazdowym – jest to kusząca opcja dla tych z Was, którzy na sawannie planują spędzić więcej niż 3-4 dni. Takie oferty znajdziecie głównie w Tanzanii w Serengeti National Park, ze względu na jego ogromną powierzchnię (14 750 km²). Pozostając w jednej lokalizacji, tak jak było to w naszym przypadku i bazując w jednym campie (o noclegach za chwilę), uważam, że 4 dni zdecydowanie wystarczą, aby zobaczyć wszystko, co zaplanowaliśmy. W trakcie naszego pobytu spotkaliśmy parę, która zdecydowała się na dłuższe safari, spędzając w jednym miejscu 1-2 dni, po tygodniu mając w planie przekroczenie granicy Kenia-Tanzania, safari po stronie tanzańskiej oraz relaks nad Jeziorem Wiktorii. Warto zaznaczyć, że firmy organizujące safari działają często w obu tych krajach lub współpracują z sobą, co znacznie ułatwia przemieszczanie się w Afryce. Oczywiście na to trzeba mieć czas. Zalety? Zobaczymy bardziej zróżnicowaną faunę i florę, ponieważ będąc w jednym miejscu jesteśmy ograniczeni do tego, co akurat tam występuje i czym dany region/park się charakteryzuje. Poznamy więcej ludzi w trakcie podróży. Ponadto, transfery pomiędzy parkami czy campami również uważam za wartość samą w sobie – mimo średniego komfortu jazdy po afrykańskich drogach, można wiele zobaczyć obserwując zmieniający się krajobraz i mijanych ludzi. Bardzo popularną opcją jest również połączenie safari z wypoczynkiem na wybrzeżu, safari oferowane są praktycznie zawsze podczas wakacji na Zanzibarze. A o Zanzibarze post niebawem!


Kiedy pojechać na safari?

Wybór odpowiedniej pory roku na wyjazd jest niemniej ważny. O ile w naszym przypadku planowanie każdego wyjazdu odbywa się z małym wyprzedzeniem i polega prawie zawsze na pytaniu: “Co robisz za dwa tygodnie?” i odpowiedzi: “Mogę mieć wolne, to gdzie jedziemy?”, to planując safari z dłuższym wyprzedzeniem, proponuję jednak bardziej doprecyzować je czasowo i terminowo. Generalnie wysoki sezon w Masai Mara National Reserve (Kenia) trwa mniej więcej od czerwca do września, co związane jest z porą suchą, niższymi temperaturami, ale i wyższymi cenami. Szczyt przypada na przełom lipca i sierpień i dokładnie tego doświadczyliśmy – był spory problem ze znalezieniem noclegu, a o nocowaniu na terenie parku nie było w zasadzie już mowy z tak małym wyprzedzeniem. Temperatury końcem lipca wahały się od 25°C w dzień i spadały do 13-15°C w nocy.

Pamiętajmy, Kenia i Tanzania leżą na półkuli południowej i w lipcu jest tam… zima. Rozmawiając w pracy z koleżanką z Kenii dowiedziałam się, że 2018 jest wyjątkowo zimnym rokiem, w wyższych partiach gór (najwyższy szczyt to wulkan Mount Kenya o wysokości 5199 m) spadł śnieg, po raz pierwszy od wielu, wielu lat. Sami Kenijczycy zafascynowani tym zjawiskiem zalali media społecznościowe filmami i zdjęciami białego puchu. Dodatkowo, jeśli powodem Waszego wyjazdu jest plan zobaczenia Wielkiej Migracji, sprawdźcie dokładnie mapę przemieszczania się zwierząt. Więcej informacji na temat tego wspaniałego zjawiska znajdziecie w poście TUTAJ. Dodatkowo, po przejściu Wielkiej Migracji trawa na sawannie jest już wypasiona przez gnu i dużo łatwiej jest wytropić zwierzęta. Podczas naszego wyjazdu Wielka Migracja dopiero się zaczynała, trawa była bardzo wysoka, więc czasem dostrzeżenie dzikich kotów było na prawdę trudne.


safari

 


Z tego co mówił nasz przewodnik, ludzie przyjeżdżają również poza sezonem, w porze deszczowej, co wcale nie jest złym pomysłem. Zwierzęta zmęczone słońcem i porą suchą chętniej wychodzą z kryjówek i łatwiej je znaleźć. Jest mniej turystów. Problemem jednak może być przejezdność niektórych dróg po długotrwałych opadach. W trakcie naszego wyjazdu, mimo pory suchej, padało przez 2 noce z rzędu i musieliśmy szukać innego miejsca do przejazdu przez rzekę niż dzień wcześniej. No i komarów jest więcej, a w porze deszczowej jest większa szansa na powrót z pamiątką w postaci malarii. W porze suchej jest ich znacznie mniej, a dodatkowo większość z nich nie przenosi malarii. Przynajmniej ten, który mnie ugryzł.


safari


Jaki rodzaj safari jest dla mnie?

Wyborów na etapie planowania safari w Afryce nie koniec. Kolejnym, jakiego musimy dokonać, to czy chcemy aby safari było prywatne (wtedy jesteśmy sami w samochodzie), czy chcemy jeździć w grupie. My byliśmy niejako zmuszeni do safari prywatnego – nie wiedzieliśmy, którym lotem uda nam się dostać do Kenii i nie mogliśmy być uzależnieni od grupy. Gdybyśmy ten wybór mieli, pewnie pojechalibyśmy w grupie, ze względu na to, że poznawanie ludzi w trakcie podróży bardzo ją ubogaca. Wówczas w vanie jedzie około 6 osób, każda ma dostęp do dużego okna i wydaje mi się, że jest co całkiem komfortowe, bo samochody są duże. Oczywiście wiąże się to również z niższą ceną. Minusy? Nigdy nie mamy pewności na kogo trafimy. Spotkałam się z informacjami, że zdarzały się kradzieże wśród turystów. Musimy czekać, aż wszyscy zdobią idealne zdjęcie, zanim ruszymy dalej. Wybór należy do Was.


safari


Ponadto można wybrać też konkretny typ safari – standardowe, fotograficzne, ornitologiczne i wiele, wiele innych. My wybraliśmy standardowe, ale jeśli jesteście miłośnikami ptaszków, kotków czy jezior, na pewno znajdziecie coś dla siebie, musicie tylko dobrze prześledzić oferty poszczególnych firm. Organizowane są również safari, których głównym celem jest zobaczenie Wielkiej Migracji, więcej na ten temat znajdziecie w poście o tym zjawisku.

Jeśli nie lubicie podróżować w miejsca, gdzie jest dużo turystów, będziecie zawiedzeni. Mimo, że nie da się odkryć świata na nowo, zawsze staramy się znaleźć coś, co nie jest skomercjalizowane do szpiku kości. W tym przypadku również szukałam mniej popularnych parków, safari off-road, czegokolwiek co byłoby choć odrobinę inne niż safari w tłumie turystów. Fiasko. Tam, gdzie są zwierzęta, które ludzie chcą oglądać, tam są… ludzie.

Przykro mi, ale nie będzie prywatnego lwa.



Jaką firmę organizującą safari w Afryce wybrać spośród setek ofert?

Jeśli już wiemy na ile i kiedy jedziemy, czego szukamy i co chcemy zobaczyć, pozostaje nam wybór firmy, która to wszystko ogarnie, oraz noclegu. Nie jest to wcale proste, ponieważ na rynku działają setki firm organizujących safari. Żeby to trochę ułatwić, zebrałam kilka rad jak wybrać taką firmę:

  1. Rekomendacje. Jeśli ktoś z naszych znajomych korzystał wcześniej w usług jakiejś firmy i był zadowolony, na pewno wzięłabym ją pod uwagę w pierwszej kolejności.
  2. Opinie i recenzje w Internecie. Kopalnia wiedzy, o ile wiemy jak z niej korzystać i jak mądrze selekcjonować informacje. Polecam oczywiście niezastąpiony TripAdvisor, Booking.com oraz w tym przypadku, SafariBookings.com, dedykowane właśnie safari. To stąd dowiedziałam się na przykład, że niektóre firmy zatrudniają przewodników z łapanki w szczycie sezonu. Pamiętajcie – nie tylko ocena się liczy, ale również ilość opinii, na których podstawie ona powstała. Im więcej, tym jest bardziej wiarygodna, a i sama firma bardziej popularna. Zawsze czytajcie te najgorsze recenzje (na TripAdvisor jest możliwość ich wyselekcjonowania). Zwracajcie uwagę, czy i jak firma odpowiada na te opinie, bo oczywistym jest, że nie da się zadowolić każdego, a spełnienie wygórowanych wymagań każdego turysty nie zawsze jest możliwe.
  3. Posiadanie strony internetowej i jej wygląd. Niektóre firmy takowej nie mają wcale, ogłaszają się jedynie przez różne portale. Nie jest to na pewno dyskwalifikujące, natomiast daje pewien obraz profesjonalizmu i popularności firmy, podobnie jak sam wygląd strony.
  4. Korespondencja i komunikatywność. Po wstępnej selekcji dobrze jest rozesłać kilka-kilkanaście maili z prośbą o ofertę do wybranych firm. Większość z nich odpowiada bardzo szybko. Po tym, jak wygląda rozmowa oraz jak prezentowana jest oferta, można dużo wywnioskować.  
  5. Dokładne sprawdzenie oferty. Co sprawdzamy? Czy samochód/van jest 4×4, czy ma unlimited millage (niektóre firmy mają maksymalny dzienny limit kilometrów), czy odbiorą nas z lotniska czy trzeba samemu dojechać na miejsce spotkania, ile wody będzie w samochodzie na osobę na dzień (1 litr to za mało), czy będzie lornetka (u nas miała być, a nie było). Jakie game drives (pod taką nazwą funkcjonują wjazdy do parku) są w ofercie – czy całodzienne, czy poranne i popołudniowe, czy jest możliwość safari w nocy (to zależy od tego, czy park na to pozwala, Masai Mara niestety nie). Ja osobiście byłam bardzo ciekawa early morning drivesafari o wschodzie słońca. Czytałam i słyszałam mnóstwo opinii, że właśnie wcześnie rano można zobaczyć najwięcej zwierząt wracających z nocnych łowów. Niestety, widzieliśmy najmniej ze wszystkich dni, ale zdecydowanie warto było wstać, aby zobaczyć wschód słońca na sawannie. Moim zdaniem warto ustalić jak najwięcej całodziennych game drives. Można wtedy pojechać głębiej w park, nie traci się czasu na dojazdy pomiędzy parkiem a campem (zwłaszcza, jeśli camp jest poza parkiem), a lunch jemy na kocu pod drzewkiem na środku sawanny. Oferta najprawdopodobniej będzie zawierała kilka opcjonalnych atrakcji, takich jak safari balonem czy łodzią, natomiast na takie rzeczy wystarczy zdecydować się już na miejscu. Będzie to zależało od dostępności atrakcji, np. safari łodzią odbywa się tylko wtedy, gdy jest odpowiedni poziom wody w rzece. Co ja zrobiłabym inaczej? Zdecydowałabym się na safari balonem o wschodzie słońca.

Noclegi na safari – gdzie spać na sawannie?

Cena całego safari z pewnością będzie zależała od wybranego noclegu. W zasadzie firmy oferują trzy standardy zakwaterowania: economy, medium-range i luxury. Ecomony (lub budget) to zakwaterowanie w campach złożonych z dużych namiotów, z łazienką na zewnątrz lub w namiocie. Jest to najniższy standard, ale czy na pewno potrzebujemy czegoś więcej na sawannie? Tę właśnie opcję noclegu wybraliśmy, bo jakoś zestawienie hotelu i sawanny nam nie grało, poza tym ceny hoteli i lodge są dużo wyższe w porównaniu do namiotu. Nasz camp nazywał się Wajee Mara i znajdował się poza parkiem, ale w ścisłym rezerwacje niedaleko bramy do parku. Obóz otoczony był wysokim płotem, żeby nie spotkać słonia w drodze na śniadanie, a spanie w namiocie w takim miejscu jest przeżyciem nie do opisania. Dźwięki buszu, wycie, krzyki i piski które słyszy się prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, połączone z faktyczną bliskością natury sprawiają, że trudno zasnąć. Rezerwat zamieszkany był głównie przez pawiany, więc zdarzało się, że te urocze zwierzęta nocą z hukiem spadały z drzewa na czyjś namiot. Pierwszej nocy krzyki i piski utożsamiałam właśnie z nimi, dopiero rano ktoś uświadomił mnie, że na zewnątrz chodziły hieny.



Opcje wyższe, czyli lodges i hotele, to bardziej wyposażone miejsca, zarówno poza, jak i na terenie parku. Dla tych, dla których wygoda ma duże znaczenie, zdecydowanie polecam poszukać czegoś takiego. Na pewno jest wygodniej jeśli chodzi o infrastrukturę czy restauracje, wiele hoteli ma na miejscu na przykład zatrudnionego lekarza. Pamiętajcie jednak o jednym – spędza się tam bardzo mało czasu, więc trzeba zadać sobie pytanie, czy warto wydawać pieniądze.


Wyżywienie w trakcie safari

Jeśli chodzi o wyżywienie, to posiłki podawane były na zewnątrz (zdjęcie naszej “restauracji” poniżej), a lunch pakowany na wynos w przypadku safari całodziennego. Jedzenie było bardzo proste i przede wszystkim świeże. Fakt, że mój żołądek nie protestował ani razu jest wystarczającym dowodem na to, że wszystko było czyste. Minusem była ilość tego jedzenia – gdybyśmy nie mieli swoich podróżniczych przekąsek, które zawsze z sobą zabieramy, umarłabym z głodu, a bynajmniej nie jestem 100 kg mężczyzną. Nie było również możliwości dokupienia sobie czegoś na miejscu, ale powiedzmy, że nie jest to najważniejsze.



Dlaczego więc wybór padł na Masai Mara w Kenii?

Po pierwsze mieliśmy najwygodniejsze połączenie lotnicze Dubai – Nairobi, które operuje kilka razy dziennie, a mając 4 dni i podróżując na biletach pracowniczych nie byliśmy zbyt elastyczni w tym względzie. Z lotniska w Nairobi zdecydowaliśmy się na 6-godzinną podróż przez Kenię samochodem. Drugim czynnikiem była cena. Niestety, Serengeti National Park w szczycie sezonu jest zaporowy cenowo i po otrzymaniu oferty długo się zastanawiałam, czy na pewno nie pomylono waluty. Nie pomylono. Cen nie podaję celowo, są one zmienne i nie chcę, żeby ktoś się nimi zasugerował bez sprawdzenia. Powiem tylko tyle, że podobna oferta w Kenii była prawie 2.5 raza tańsza od Serengeti National Park.


Teraz konkrety. Nasze safari zorganizowane było przez firmę Spirit of Kenya, którą mogę szczerze Wam polecić. Nie ma firm idealnych więc i tutaj było kilka niedociągnięć, które nie wpływały na całość safari. Co prawda nasz kierowca nie miał radia do wymiany informacji z innymi samochodami na temat lokalizacji zwierząt, bo akurat się zepsuło. Nadrabiał sprytem i sokolim wzrokiem. Po drugie, nie wzięliśmy lornetki, bo miała być na wyposażeniu samochodu, okazało się, że jej jednak nie ma. Przewodnik był profesjonalny i przesympatyczny, z ogromną wiedzą na temat życia zwierząt i ich zwyczajów.
To, co bardzo mi się podobało, to to, że nasz kierowca nie naginał reguł parku i poruszał się mniej więcej zgodnie z jego zasadami, czego niestety nie mogę powiedzieć o innych samochodach. Wielu kierowców łamie ten zakaz, bo nasz klient nasz pan, a na napiwek trzeba zarobić… Tym sposobem ingerując w naturę i zakłócając spokój zwierzętom. W kolejnym artykule, jak safari wyglądało, znajdziecie bardzo niefajną historię z tym związaną. Pamiętajcie – to Wy macie na to wpływ. Jeśli widzicie, że kierowca przeszkadza zwierzętom w ich normalnym rytmie życia – reagujcie.
Jeśli chodzi o nocleg to camp Wajee Mara był naprawdę w porządku, pod warunkiem, że macie zdroworozsądkowe podeście do tego, czego spodziewać się w afrykańskim obozowisku (brązowa woda pod prysznicem, bo akurat przez strumyk z ujęciem przeszły zwierzęta, przerwy w dostawie prądu). Tak jak pisałam, z krótkim wyprzedzeniem trudno było znaleźć nocleg i z tego, co się dowiedzieliśmy nasz camp był dość… prosty i oddalony od innych, nawet jak na standardy w tym rejonie.
 

Co spakować na safari?

Na koniec zostawiłam listę, co spakować na wyjazd na safari. Znajdziecie tu rzeczy oczywiste, jak również te, których nie zabraliśmy, a na miejscu okazało się, że fajnie byłoby je mieć.
    • lornetka, nawet, jeśli piszą, że będzie. Pamiętajcie, że w parku powinno się poruszać wyznaczonymi drogami, a zwierzęta nie stoją tuż przy ścieżce jak na zawołanie;
    • dobry aparat fotograficzny z dużym zoomem. Ten sam powód, co powyżej. Ja używałam Canon G5X i czasami nie wystarczał;
    • 2 baterie do aparatu + opcjonalnie ładowarka na te baterie z końcówką samochodową. W campie było jedno miejsce do ładowania sprzętu, często wieczorem nie było gdzie się już podpiąć, miejsce to było pod chmurką, więc zostawienie sprzętu na całą noc nie wchodziło w grę. Poza tym nie zawsze ten prąd był, ponieważ obóz zasilany był z baterii słonecznych, które zostały uszkodzone po całej nocy opadów;
    • duży lub 2 małe powerbanki. Powód ten sam, co powyżej. Starajcie się tak przygotować, aby być samowystarczalni prądowo na 2-3 dni;
    • kindle/książka na wieczór. W obozach brak wieczornych atrakcji;
    • dobry repelent. Znajdziecie wiele rad, aby wybierać te z DEET. Moja opinia? Tak, jest bardzo skuteczny. Malarii od ukąszenia komara na pewno nie dostaniecie, bo szybciej zabije Was DEET. Jest to bardzo, ale to bardzo inwazyjna substancja. Nie ma mowy o aplikowaniu jej bezpośrednio na skórę – pomyślcie co robi ze skórą coś, co… rozpuszcza lakier do paznokci. Jeśli już, aplikujcie go tylko i wyłącznie na ubranie, ale ja mimo wszystko polecam naturalne repelenty, takie jak Mosi-guard natural. Ten właśnie został mi polecony przez dziewczynę z Kenii. Niestety nie udało mi się go kupić i w efekcie używaliśmy SKIN 2P Body, który jest do niczego, bo bynajmniej komarów nie odstraszał;
    • długie i wygodne spodnie i bluzki z długimi rękawami, zabudowane buty turystyczne. Idealna ochrona przed słońcem i insektami, a w trakcie jazdy z otwartym dachem wcale nie jest gorąco;
    • ciepły polar lub bluza na chłodne wieczory, zwłaszcza, jeśli podróżujecie zimą;
    • ciepła piżama – namioty nie są ogrzewane;
    • osobista apteczka, do której na pewno włóżcie węgiel, Stoperan, krople żołądkowe lub inne lekarstwa, które pomagają Wam na dolegliwości żołądkowe. Nigdy nie wiecie, co Wam zaszkodzi w Afryce, zwłaszcza, jeżeli jedziecie tam pierwszy raz. Spotkaliśmy parę, która w 3-tygodniową podróż po Afryce wybrała się bez niczego, skończyło się na 3-dniowym cierpieniu w namiocie i szukaniu lekarza. Dla cierpiących na chorobę lokomocyjną – to co Wam pomaga;
    • kosmetyczka, którą można gdzieś powiesić, opcjonalnie reklamówka;
    • klapki pod prysznic;
    • przekąski, zdrowe power batony, cokolwiek, co Wam pozwoli przetrwać, jak jedzenia będzie za mało;
    • żele i chusteczki antybakteryjne – używajcie ich dużo i często. Polecam spakować jeszcze jedną dużą paczkę chusteczek myjących, gdyby przypadkiem nie było wody;
    • krem z filtrem UV, głównie do twarzy, bo reszta ciała jest zakryta długim ubraniem;
    • polecam zabrać również nerkę lub saszetkę na szyję na dokumenty i pieniądze. Tak jak pisałam, słyszałam, że zdarzały się kradzieże, ale z drugiej strony jeśli ktoś rzuca plecak gdzieś w vanie i go nie pilnuje, bo ogląda żyrafę, to… no trudno się dziwić;
    • okulary przeciwsłoneczne;
    • paszport ważny co najmniej 6 miesięcy od ostatniego dnia pobytu w Kenii lub Tanzanii.

Po długim wpisie dobrnęliśmy do końca i mam nadzieję, że jesteście chociaż trochę bardziej zorientowani, jak zobaczyć Simbę. Wpis powstał na podstawie moich doświadczeń, informacji, które zebrałam przygotowując się do wyjazdu jak również rad moich kenijskich znajomych. Każdą informację starałam się weryfikować najlepiej jak potrafię, niemniej jednak na pewno nie zawarłam tutaj wszystkiego, co można powiedzieć w tym temacie, bo jest to temat, a raczej biznes, rzeka. Jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda, jak już Simbę zobaczymy, zapraszam do kolejnego wpisu!

Udanej wyprawy!



Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami i radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić!
I zapraszam do lektury kolejnych, odnośniki znajdziecie poniżej 🙂

Aby być na bieżąco z nowymi publikacjami i podróżami, zapraszam do śledzenia:

-> profilu na fb: @whereverigo.pl

-> oraz instagramie: @whereverigopl

Dodaj komentarz