Roadtrip w Armenii – gotowy plan na 3 dni! Dzień 3

Roadtrip w Aremnii – trasa dzień 3

Trasa: Tatev Monastery – Xndzoresk Bridge – Norawank – Areni-1 Cave – Areni Wine Factory – Klasztor Chor Wirap – Erywań (powyższe nazwy są nazwami, po których z łatwością znajdziecie dane miejsce na Google Maps, dlatego też nie tłumaczyłam ich na polski.)

Długość: 320 km

Czas podróży: 6,5 godziny



Skalne Miasto Old Khndzoersk i wiszący most

Kolejny, ostatni dzień roadtripu przed powrotem do Erywania zaczynamy trasą wstecz. Nie było to niestety mistrzostwo planowania, ale właśnie spiesząc się do Skrzydeł Tatevu (o tym możecie przeczytać w poprzednim poście), aby zdążyć przed zamknięciem, ominęliśmy niezbyt popularne, ale bardzo ciekawe miejsce – skalne miasto Old Khndzoersk z wiszącym mostem. Pierwsze informacje o znajdującej się tutaj osadzie pochodzą z XIII w., natomiast nie wiemy, kiedy dokładnie powstała. Co jest w niej ciekawego? A to, że całe miasto znajdowało się na zboczu głębokiego kanionu, a domy były wykute w skale. I chociaż nikogo nie dziwi, że w średniowieczu można było mieszkać w jaskini, to interesujący jest fakt, że miasto funkcjonowało nieprzerwanie do 1950 r., zmieniając z czasem jedynie fasady domów. W 1913 r. Old Khndzoersk było podzielone na 9 dzielnic, znajdowało się tutaj 1800 (!) domów mieszkalnych, 7 szkół, warsztaty, sklepy czy cerkwie, czyniąc osadę największą wioską we wschodniej Armenii. Jak wspomniałam wcześniej, miasto zostało opuszczone w 1950 r., na skutek decyzji o budowie nowego Khndzoersk na szczycie wąwozu. Mieszkańcy musieli rozebrać swoje domy i przenieść je w nowe miejsce na polecenie władz radzieckich. Spotkałam się też z informacją, że decyzja była podyktowana dużymi zniszczeniami miasta po trzęsieniu ziemi, więc pewnie jak to zawsze bywa, czynników było kilka.


Zbocze wąwozu, na którym znajdują się pozostałości skalnego miasta.

Naocznym świadkiem tamtych wydarzeń, a zarazem mieszkańcem starej osady, jest opiekun niewielkiego muzeum Old Khndzoersk, które znajduje się przy wejściu na most wiszący. Warto z nim porozmawiać, jednak ów pan mówi jedynie po rosyjsku. Z moją znikomą znajomością tego języka zrozumiałam, że jako dziecko mieszkał w jednym z domów, które później zostały rozebrane. Jego zdjęcia z młodości w osadzie potwierdzają, jak dobrze funkcjonującym i rozwiniętym miastem było Old Khndzoersk. Przewodnik chętnie oprowadzi Was po muzeum, skalnym mieście, cerkwi oraz poczęstuje wódką (tutaj nie ma bariery językowej). Niestety, okazuje się po raz kolejny w trakcie naszych podróży, że na języku angielskim świat nie stoi i że jedynie nam, Europejczykom, wydaje się, że cały świat musi przecież znać ten język…


Stare fotografie przestawiające skalne miasto i jego rozbiórkę.

Wracając do wiszącego mostu – w 2012 r., w celu zwiększenia ruchu turystycznego ufundowano tutaj 160-metrowy wiszący most nad wąwozem, którym możemy z łatwością dostać się do starej osady. Przejście nim jest atrakcją samą w sobie, zwłaszcza, gdy się rozbuja nad głębokim wąwozem. Mimo to bez wątpienia można czuć się na nim bezpiecznie. W 2012 r. renowację przeszła również stara osada.
Bardzo polecam tutaj przyjechać, myślę, że to miejsce jak najbardziej można sklasyfikować jako „poza utartym szlakiem”. Nie dociera tutaj dużo turystów, nie przyjeżdżają wycieczki autobusowe z Erywania, nie trąbi o tym każdy przewodnik. Czyli to, co lubimy najbardziej 🙂



Klasztor Norawank

Mam wrażenie, że każdy opis kolejnego monastyru zaczynam od słów – „jeden z najważniejszych”, „wspaniale wkomponowany w otaczającą przyrodę”, „popularny”, „średniowieczny”. Ale co ja poradzę, że faktycznie tak jest i że te określenia są trafne w stosunku do większości tutejszych klasztorów, mimo że każdy z nich jest na swój sposób inny?
Z południa kraju wyruszyliśmy w drogę powrotną do Erywania, tym razem podróżując we czwórkę, z autostopowiczami z Rosji. Pierwszym przystankiem jest jeden z najczęściej odwiedzanych klasztorów w Armenii, ufundowany na początku XII w. – Norawank. Do monastyru dojeżdżamy skalistym wąwozem i od razu rzuca się w oczy jego pomarańczowa barwa, która idealnie współgra z kolorem otaczających go skał o tym samym kolorze. Natomiast nie współgrają mi już tłumy turystów, którzy dosłownie klasztor obleźli. To wdrapywanie się do środka po wąskich i stromych schodkach, nierzadko z wielkimi pakunkami, torbami, stawiając stopy na głowach osób poniżej przypominało mi oblężenie i niestety – jest to dla mnie brak szacunku do takich miejsc. To, że schody nie są zamknięte, nie znaczy, że koniecznie należy tam leźć. Na parterze też jest nawa, którą można zobaczyć, a przy takim traktowaniu zabytków niedługo już naprawdę nie będzie czego oglądać. Obawiam się, że ten XII-wieczny klasztor zbudowany przez Mamika, nie przetrwa w ten sposób nawet kolejnych 100 lat. Według legendy budowniczy postawił ten monastyr w trzy lata jako warunek poślubienia ukochanej. Niestety ojciec dziewczyny nie dotrzymał obietnicy i Mamik został strącony z kopuły przez sługę ojca. Uszanujmy tą piękną legendę o poświęceniu i miłości i miejmy swój rozum, aby takie zabytki jeszcze długo cieszyły oczy nasze i przyszłych pokoleń.


Klasztor Norawank

Jaskinia Areni – Areni Cave-1

Na początku wąwozu prowadzącego do klasztoru, jadąc od Areni, po prawej stronie mijamy jaskinię. Areni Cave do 2007 r. nie była niczym szczególnym. W kompleksie starych jaskiń bawiły się armeńskie dzieci, a mijający czas powoli zacierał ślady przeszłości. Wszystko zmieniły badania archeologiczne, przeprowadzone właśnie w 2007 r. Odkryto tutaj najstarszą na świecie, bo liczącą 6000 lat, prasę do produkcji wina oraz inne akcesoria. W tym samym miejscu natrafiono na najstarszy odkryty na świecie but (datowany na 3500 r. p.n.e.), najstarszy kawałek szaty (3900 r. p.n.e.), czy… najstarszy na świecie mózg (4000 r. p.n.e.). Jaskinia była miejscem rytualnych pochówków, a oprócz wspomnianych wyżej archeologicznych perełek odkryto wiele innych przedmiotów codziennego użytku i szczątków ludzkich.


źródło: https://www.thevintagenews.com/

Winiarnia Areni Wine Factory

Skoro to właśnie z Areni pochodzi napój bogów, to i w dzisiejszych czasach nie brakuje tutaj winiarni. W miejscowości Areni najbardziej popularną jest Areni Wine Factory, znajdująca się przy głównej drodze. Zachęcam zatrzymać się nawet na krótką chwilę i kupić lokalne wina, w dodatku w bardzo dobrych cenach. Jeśli macie więcej czasu, można zostać na około 30 min i posłuchać jak wytwarzane są armeńskie trunki.


Klasztor Chor Wirap

Przed nami ostatni przystanek na drodze do Erywania, czyli malowniczo położony na tle Araratu klasztor Chor Wirap. Wybudowano go po przyjęciu Chrztu przez Armenię w 301 r., dokładnie w miejscu, gdzie więziony był święty, który chrześcijaństwo do Armenii przyniósł – Grzegorz Oświeciciel. Monastyr jest również bardzo popularny, podobnie jak inne tego typu budowle na terenie Armenii, dodatkowo jest stosunkowo blisko od Erywania. Będąc na terenie klasztoru, warto zejść po drabinie do pomieszczenia, w którym więziony był święty. Od razu ostrzegam – nie jest to atrakcja dla osób mających klaustrofobię lub tych dbających o BHP. Do dołu schodzi się bardzo wąskim tunelem po drabinie, nie mieści się w nim więcej niż jedna osoba. Na dole jest ciasno i duszno, więc nie wyobrażam sobie spędzić w tym miejscu 13 lat, jak Grzegorz Oświeciciel.


Dół, w którym więziony był Grzegorz Oświeciciel.

Jeśli jednak wolicie przestrzeń niż ciasne i duszne doły, dobrym pomysłem będzie wdrapanie się na skalisty pagórek z krzyżem obok klasztoru. Widoki niezapomniane, spędziliśmy w tym miejscu naprawdę sporo czasu, rozładowaliśmy 2 baterie w aparacie i skończyły się nam zapasy wody i jedzenia. To mówi samo za siebie.



Cóż, na tym zakończyliśmy nasz intensywny roadtrip, pozostał nam powrót do Erywania i naładowanie baterii na kolejne 1,5 dnia w mieście. I naładowanie baterii w aparacie też 🙂


 


Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami i radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić!
I zapraszam do lektury kolejnych, odnośniki znajdziecie poniżej 🙂

Aby być na bieżąco z nowymi publikacjami i podróżami, zapraszam do śledzenia:

-> profilu na fb: @whereverigo.pl

-> oraz instagramie: @whereverigopl


Dodaj komentarz