safari

Wielka Migracja Parzystokopytnych

W poprzednich postach: „Jak zorganizować safari, czyli jak zobaczyć Simbę” oraz „Oko w oko z Simbą”, wielokrotnie wspomniałam o zjawisku Wielkiej Migracji (ang. The Great Wildebeest Migration). Pora wyjaśnić co to takiego.



Wielka Migracja – gdzie migrują zwierzęta i po co?

W cyklu rocznym, blisko 2 miliony parzystokopytnych – przede wszystkim gnu, ale również zebr i antylop, wędruje przez Serengeti National Park w Tanzanii oraz Masai Mara National Reserve w Kenii, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, w poszukiwaniu pożywienia i wody. Przemierzają około 3000 km w rytmie natury, pojawiając się tam, gdzie są życiodajne dla nich opady. Szacuje się, że około  250 000 osobników ginie rokrocznie, stając się ofiarami krokodyli, lwów, leopardów i innych drapieżników.



Antylopa gnu czy po prostu gnu?

A skoro już o gnu wspomniałam, to podzielę się z Wami moimi wątpliwościami odnośnie nazewnictwa tego zwierzęcia w języku polskim. Bardzo często można się spotkać z określeniem „antylopa gnu”, co na sam widok tego zwierzęcia wydaje się dość… dziwne. I faktycznie, systematyka to potwierdza – mimo, że oba ssaki pochodzą z rodziny wołowatych, to antylopa jest antylopą i posiada liczne gatunki (np. gazela), a gnu jest bawolcem. To dwie oddzielne podrodziny. Ja nie miałam Internetu na safari, żeby to sprawdzić, ale bardzo szybko z błędu wyprowadził mnie zdziwiony wzrok naszego przewodnika, gdy nazwałam gnu antylopą. Podróże kształcą.


Gnu – cud świata czy pokraka?

Mimo, że gnu nie wygląda zbyt urodziwie, nie jest zwykłym zwierzęciem. Lokalni mieszkańcy Afryki uważają je poniekąd za cud świata, dlatego, że wg nich gnu to połączenie 5 innych zwierząt: hieny (grzbiet i zadek, także porusza się jak hiena), konia (grzywa i ogon), osiołka (brzuch), bawoła (rogi) i… pasikonika (głowa, pysk). I faktycznie, gnu z bliska wygląda jak… nie do końca udana składanka tych zwierząt, może jedynie z tym pasikonikiem ktoś lekko przesadził. Dodatkowo przez obniżony zadek i wysoki grzbiet, zwierzę dość śmiesznie się porusza.



Wielka Migracja – przeprawa przez rzekę tysięcy gnu

Najbardziej oczekiwanym momentem podczas Wielkiej Migracji jest przejście zwierząt przez rzekę. Oczekiwanym dla nas, obserwatorów, bo dla gnu jest to najniebezpieczniejszy moment, w którym wielokrotnie tracą życie. Dwie największe rzeki, przeprawy przez które, wielokrotnie wcześniej widziałam na ujęciach w National Geographic, to Grumeti River w Tanzanii i Mara River w Kenii, obie zaznaczone orientacyjnie na mapie poniżej. Co się wtedy dzieje? Gnu atakowane są przez czające się z rzekach krokodyle i można być świadkiem krwawej potyczki spanikowanego stada z głodnymi gadami. Na lądzie gnu też nie mogą czuć się bezpiecznie – tutaj są dobrym pożywieniem dla drapieżników zamieszkujących sawannę. Na filmie poniżej możecie zobaczyć lwa czającego się na gnu, który wywołał popłoch w stadzie. Ostatecznie nie zaatakował – gnu w porę go zauważyły, więc były czujne. Ponadto lwy wolą atakować stadem.



Stado przeprawia się przez rzekę w konkretnych miejscach – przez lata wydeptanych zejściach i wyjściach z wody, gdzie nie ma roślinności, a całe przejście jest jak najkrótsze. Jako, że przejście przez rzekę nie należy do najłatwiejszych, gnu odkładają ten moment w czasie. Gdy zabraknie pożywienia, gdy są nawoływane przez stada, które już rzekę przeszły oraz gdy znajdzie się odważny osobnik, który przejście zainicjuje – stado rusza. Po raz kolejny podczas naszego safari mieliśmy niewiarygodnie szczęście – przyjeżdżając do jednego z miejsc, w którym gnu przechodzą przez Mara River, zastaliśmy całe stado, szykujące się do przeprawy. Zaparkowaliśmy zupełnie z boku, by ich nie płoszyć. Teraz trzeba tylko poczekać!



I nie przeszły. Zgadniecie dlaczego? Po kilku minutach wieść się rozniosła, zjechały się samochody – nie kilka, czy kilkanaście, a kilkadziesiąt, zastawiły cały brzeg rzeki, więc zwierzęta zwyczajnie nie miały którędy wyjść z wody. Jako, że głupie nie są, odsunęły się od brzegu, i z tego co się dowiedzieliśmy dnia kolejnego, przeszły przez rzekę około 3.00 w nocy.



Co fascynuje w oglądaniu Wielkiej Migracji?

Zastanawialiście się dlaczego oglądanie Wielkiej Migracji, bardzo często podążanie za nią, tak pociąga ludzi? Czy chodzi o obserwację natury, czy może hipnotyzująca jest ilość zwierząt? A może po prostu chodzi o żądzę krwi? Gdy o tym myślę, nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co mnie osobiście zafascynowało w Wielkiej Migracji. Bo nie jestem osobą lubiącą oglądać rozlew krwi,  a czekałam z niecierpliwością kiedy lew zaatakuje. Bo tysiące pasącego się bydła nie jest estetyczne, a stałam tam godzinami, nie mogąc się napatrzeć. Bo mimo, że traktowałam to jako dodatek do safari, nie mogę sobie teraz wyobrazić safari bez Wielkiej Migracji.

Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, to że jest coś magicznego w byciu tak blisko, tak wielkiej i wspaniałej natury, bez ekranu telewizora dzielącego mnie od niej podczas oglądania programów przyrodniczych.



Jak więc zaplanować Safari, żeby Wielką Migrację zobaczyć?

Wielka Migracja zawsze gdzieś jest, więc po prostu trzeba znaleźć się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. W tym celu pomocna będzie Mapa Wielkiej Migracji poniżej, która orientacyjnie przedstawia wędrówkę stada przez Tanzanię i Kenię. Orientacyjnie, bo trzeba pamiętać, że natura nie funkcjonuje według naszego zegarka i zwierzęta pójdą tam, gdzie jest woda, a co za tym idzie – pożywienie. Jesteśmy najlepszym przykładem nieprzewidywalności Wielkiej Migracji – jadąc na safari do Rezerwatu Masai Mara pod koniec lipca, w zasadzie nie było szans na zobaczenie gnu – to około 2-3 tygodnie za wcześnie na ten rejon. Wszystkie informacje, jakie zdobyłam wcześniej, zarówno z Internetu jak i od kenijskich znajomych, tylko to potwierdziły. Trudno… Tymczasem już pierwszego wieczora w obozowisku dowiedzieliśmy się, że w tym roku, jak na porę suchą, jest wyjątkowo dużo opadów i Wielka Migracja zawitała do Masai Mara wcześniej.



Trochę precyzyjniej określić można położenie Wielkiej Migracji za pomocą strony internetowej HerdTracker, czyli bieżącej pozycji stada, uaktualnianej przez internautów. O ile nie będzie to pomocne w planowaniu wyjazdu z długim wyprzedzeniem, o tyle na miejscu można z tego korzystać. Jeżeli jedziecie na safari głównie w celu zobaczenia Wielkiej Migracji, rozważcie opcje safari skrojone pod ten cel oraz tzw. campy mobilne – czyli obozowiska podążające za stadem. Takie safari trwa zazwyczaj od 7 dni do 2 tygodni, obozowiska przenoszone są co około 2-3 dni w zależności od ruchu stada i wbrew pozorom nawet tutaj można znaleźć luksusowe opcje.


Idąc dalej – jeżeli chcecie zobaczyć słynne przeprawy przez rzeki – sugeruję park Masai Mara w Kenii w sierpniu (tutaj płynie rzeka Mara) oraz centralne Serengeti w okolicach maja-czerwca (Grumeti River). Z mojego doświadczenia wiem, że firmy organizujące safari są bardzo pomocne w tym temacie – doradzą Wam, kiedy przyjechać, zaoferują kilka opcji noclegu i określą szanse na zobaczenie Wielkiej Migracji. Pamiętajcie – za Wielką Migracją, szczególnie w rejonach rzek, podąża bardzo dużo turystów. Im wcześniej zarezerwujecie Wasze safari, tym większy wybór będziecie mieli jeśli chodzi o nocleg czy firmę.


Wszystkie inne kwestie odnośnie organizacji safari znajdziecie w poście „Jak zobaczyć Simbę”, tutaj zawarłam tylko różnice w planowaniu safari pod kątem Wielkiej Migracji. Ja natomiast uważam, że z łatwością można połączyć standardowe safari z oglądaniem Wielkiej Migracji, nie ma potrzeby tych wyjazdów rozdzielać. Podczas naszych 4 dni, widzieliśmy zarówno dzikie koty, żyrafy, słonie czy hipopotamy, jak i dziesiątki tysięcy stad gnu ciągnących się po horyzont. Dodatkowo przejście Wielkiej Migracji ułatwia poszukiwanie innych zwierząt – gdy gnu wypasą trawę, łatwiej jest wytropić lwa.


Mam nadzieję, że ten post rozszerzył Waszą wiedzę na temat Wielkiej Migracji oraz, że będziecie już wiedzieć jak zorganizować wyjazd, aby zobaczyć to niesamowite zjawisko. Bo na prawdę warto!



Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami i radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić!
I zapraszam do lektury kolejnych, odnośniki znajdziecie poniżej 🙂

Aby być na bieżąco z nowymi publikacjami i podróżami, zapraszam do śledzenia:

-> profilu na fb: @whereverigo.pl

-> oraz instagramie: @whereverigopl