[TANZANIA] Nurkowanie na wyspie Pemba


Miejsce mogące się poszczycić najzdrowszymi rafami koralowymi na świecie. Charakteryzujące się krystaliczną wodą, brakiem zanieczyszczeń, śmieci i… nurków. To między innymi dlatego nurkowanie na Pembie jest wyjątkowe dla tych, którym udaje się tu dotrzeć. O samej wyspie oraz o praktycznych wskazówkach jak się na nią dostać pisałam już w poście: Pemba – Czy już nie ma dzikich plaż?. W tym natomiast, chciałabym podjąć próbę opisania jej z nurkowego punktu widzenia. Podjąć próbę, ponieważ uważam, że tak bogatą naturę trudno opisać słowami i po prostu trzeba tego doświadczyć. Mam nadzieję, że pomogą Wam w tym moje zdjęcia oraz zachęcą do wyruszenia na ten dziewiczy skrawek ziemi na Oceanie Indyjskim.


pemba

Dlaczego Pemba?

Pemba jest z pewnością najbardziej nieskazitelnym i dzikim miejscem nurkowym, w jakim dotychczas przyszło mi nurkować. Nawet w Sudanie było więcej ludzi – zresztą trudno konkurować z Pembą, gdzie dziennie nurkowało mniej niż 10 nurków wokół całej wyspy. Brak turystyki i fakt, że mieszkańcy wyspy nadal żyją tak, jakby czas się zatrzymał 200 lat temu procentuje nieskażoną naturą i kipiącymi życiem rafami koralowymi.

Nurkowanie nie jest tutaj aktywnością, którą można wykupić na każdym rogu i w każdym hotelu (jak na przykład na Zanzibarze). Bo hoteli jest tutaj niewiele, a turystyka dopiero raczkuje. I oby długo tak zostało, bo między innymi dzięki temu życie pod wodą nie jest zagrożone przez swojego najgorszego wroga – człowieka. Przypadkowe kopnięcia płetwami, zła kontrola pływalności oraz GoPro w ręku z reguły nie służą delikatnym formacjom raf koralowych. Nie zrozumcie mnie źle – nie uważam, że nurkowanie w takich miejscach powinno być zarezerwowane dla „wybrańców”. Wręcz przeciwnie – myślę, że jest to sport dla każdego. Niemniej jednak chciałabym, aby ludzie mieli trochę więcej krytycyzmu do swoich umiejętności, zwłaszcza gdy nurkują mało, rzadko i bez przygotowania.

Wracając na Pembę – tutaj ten problem w zasadzie nie występuje, ponieważ przypadkowych nurków tutaj po prostu nie ma. Jeśli ktoś dociera aż tutaj, żeby nurkować, zazwyczaj nie jest żółtodziobem i wie, co robi. A jeśli żółtodziobem jest – bardzo prawdopodobne, że o istnieniu Pemby jeszcze długo nie będzie wiedział.


pemba

A na Pembie jest o co dbać. Rafy koralowe zaliczają się do najbogatszych i najbujniejszych na świecie, ponieważ możemy podziwiać tutaj ponad 500 gatunków zdrowego koralowca, występującego na głębokościach do 64 m (czyli bardzo głęboko jak na koral). Rafa pokrywa około 60% linii brzegowej Pemby. Dla porównania, w Morzu Czerwonym występuje około 300-400 gatunków w zależności od miejsca. I nie tylko ja się tym zachwycam. Sam Jacques Cousteau odwiedzając Pembę w 1967 r. na swoim statku badawczym Calypso, nazwał tutejsze życie podwodne „skarbem skarbów”. Rafa koralowa daje schronienie ponad 3000 gatunkom podwodnych stworzeń.


Jacques Cousteau (1910-1997) – francuski podróżnik, oceanograf, badacz mórz, przyrodnik, nurek-pionier, producent filmowy. To w dużej mierze dzięki jego badaniom posiadamy dziś dużą wiedzę o oceanach, to on stworzył podwaliny nurkowania, które dziś jest dostępne dla każdego. Człowiek – legenda.

Niestety niecałe wschodnie wybrzeże Afryki może poszczycić się tak bujnym życiem. Przełowienie, zwłaszcza wybrzeża głównego lądu, masowa turystyka i tony śmieci sprawiły,  że rafy koralowe stopniowo wymierają. Kiedyś liczne tu żółwie są zagrożone – to przez lokalne tradycje oraz przemysł turystyczny. Rejon ten został również zniszczony przez El Nino z 1997/8 r. – zjawisko pogodowe, które, zapoczątkowane na Ocenie Spokojnym, doprowadziło do wzrostu temperatury wody, powietrza i ilości opadów. W konsekwencji spowodowało liczne powodzie i ekstremalne zjawiska atmosferyczne na całym świecie. Szacuje się, że przez te 2 lata około 16% rafy koralowej na Ziemi po prostu wymarło.


Zachodnie wybrzeże Pemby

Uważa się, że najlepsze miejsca nurkowe na Pembie są na jej zachodnim wybrzeżu, ponieważ przewężenie pomiędzy wyspą a głównym lądem powoduje ciągły przepływ świeżej wody, a duże pływy niosą z sobą pożywienie dla rafy . Nurkowania odbywają się głównie w prądzie przy pionowych ścianach, które opadają na dziesiątki metrów w dół. Do tych miejsc zaliczają się takie miejscówki jak Njao Gap, Manta Point czy Fundu. W trakcie przypływu widoczność jest nieograniczona, jednak w trakcie odpływu może być słaba – to za sprawą licznych, naturalnych zanieczyszczeń z lasów namorzynowych.

Przewodniki mówią, że można tu zobaczyć większe zwierzęta czy manty, jednak z doświadczenia własnego oraz miejscowych przewodników nurkowych – te czasy raczej już minęły. Aktywność człowieka na wschodnim wybrzeżu Afryki oraz zmiany klimatu spowodowały, że rekiny czy wieloryby raczej już tam nie bywają. Niemniej jednak zostaje nam fascynująca rafa koralowa i to właśnie amatorom nurkowań makro bardzo polecam to miejsce.


pemba

Podwodne stacje czyszczące

Jednym ze zwyczajów, którego już nie będzie nam dane tam zobaczyć, jest rytuał podwodnej „toalety”. Tak, ryby też muszą się myć 🙂 Wystające, wyżej położone od reszty “wieżyczki” raf (ang. pinnacles) mogą pełnić rolę „podwodnych stacji czyszczących” dla wielu gatunków ryb i mant (płaszczek). Zwierzęta przybywają w takie miejsce i ocierają się o wystające rafy, czyszcząc swoją skórę ze starej tkanki i pasożytów. Takie miejsca z reguły zamieszkują również mniejsze zwierzęta, które specjalizują się w takim czyszczeniu – są to na przykład niektóre gatunki krewetek. Wyjadając pasożyty i starą tkankę ze skóry płaszczek, zapewniają sobie pożywienie, a sama obecność większych zwierząt zapewnia im ochronę przed innymi drapieżnikami. Płaszczki, czy inne czyszczone ryby mają w zamian piękną i gładką skórę, wolną od pasożytów. Jest to kolejny, zachwycający przykład idealnej symbiozy w przyrodzie. Miejscem, gdzie to się odbywało jest Manta Point, jednak ze względu na zagrożenie połowem przez lokalnych rybaków, manty przestały tam przypływać.


Wschodnie wybrzeże Pemby

Wschodnie wybrzeży Pemby jest znacznie mniej uczęszczane, jeśli nie w ogóle. W zasadzie niewiele tu opisanych w przewodnikach miejscówek nurkowych, a brak osłony od pełnego oceanu powoduje, że nurkowania są wymagające i trudne. Silne prądy i nurkowanie w toni wymagają sporego doświadczenia, jak również dobrej organizacji. Z tego, co obecnie mi wiadomo, żadna szkoła nurkowa na Pembie nie organizuje tam regularnych nurkowań. Jeśli się to zmieni, nurkowie będą mieć dużą szansę spotkania większych zwierząt, których jest niestety mało na północy i zachodzie wyspy. Pionowe ściany i silne prądy to raj dla rekinów młotów, merlinów, barakud czy ogromnych tuńczyków, oczywiście w zależności od sezonu.

Podsumowując, obecnie na Pembie2 szkoły nurkowe (jedna na zachodnim wybrzeżu oraz Swahili Divers na północnym-zachodzie wyspy), chociaż ich liczba pewnie będzie rosła. Nurkując z Swahili Divers pływaliśmy na zachodnie wybrzeże wyspy, jest również kilka mniejszych miejscówek nurkowych na północy. O samej organizacji nurkowania napiszę na koniec, jednak tutaj chciałabym podsumować, że nurkowanie na Pembie, według mnie, zachwyci głównie miłośników życia makro, kolorowych raf i rybek. Nie spodziewajcie się tutaj dużego zwierza, mimo że obiecują go przewodniki nurkowe. Niemniej jednak – warto, bo tak jak pisałam wcześniej, bujność życia na rafie jest niespotykana.


pemba

Rafy koralowe

Zatem zapraszam Was do podwodnego świata Oceanu Indyjskiego – mam nadzieję, że zdjęcia chociaż trochę oddadzą wyjątkowość tego miejsca, a nienurkujących zachęcą do spróbowania tej aktywności. Ale ostrzegam – to wciąga! Mała uwaga – nie zawsze jestem w stanie znaleźć polskie nazwy podwodnych stworzeń. Zresztą gdziekolwiek nie nurkujecie, wydaje mi się, że znajomość angielskich nazw jest dużo bardziej przydatna, chociażby po to, żeby podzielić się wrażeniami z nurkowania z Waszymi towarzyszami na łódce. Zamieszczam więc angielskie i łacińskie nazwy, a tylko tam, gdzie to możliwe – polskie. Ja sama nie podejmuje się tłumaczenia, chyba że jest oczywiste.

Zacznijmy od tego, co najbardziej wyjątkowe na Pembie – rafy koralowe!

Giant sea fans

Na szczególną uwagę wśród raf zasługują na pewno Giant sea fans (łac. Annella mollis), czyli rozłożyste formacje korala w rozmiarach niespotykanych gdziekolwiek indziej. Są bardzo delikatne.


pemba
Giant sea fans
Giant sea fans

Bubble coral

Kolejny jest Bubble Coral (łac. Plerogyra sinuosa), którego nazywa bezsprzecznie wzięła się od tysięcy bąbelków, z których się składa. Ten koral zalicza się do korala miękkiego i oryginalnie występuje właśnie w wodach Oceanu Indyjskiego. Na Pembie osiąga ogromne rozmiary. Ciekawostką jest to, że bąbelki powiększają się wraz z ilością światła, a w nocy kurczą do malutkich rozmiarów.



Head coral

Teraz twardy koral, który zalicza się do korali kamiennych (rafotwórczych) i którego nazwa również jest związana z jego wyglądem – Head Coral (łac. Favia favus, pol. koral-głowa). Występuje na całym świecie i jest dość popularny, na Pembie, jak wszystko inne – zachwyca rozmiarami.



Porcelain coral

Na kolejnym zdjęciu widać korale, które mi osobiście przypominają kapustę, a nazywają się Porcelain coral (łac. Leptoseris yabei). Spotykane są w zasadzie we wszystkich ciepłych morzach i oceanach, na Pembie tworzą połacie zajmujące ogromne powierzchnie rafy. Zaliczają się do Leaf and Mushroom Corals, czyli w wolnym tłumaczeniu korali liściowych i grzybowych, a w oficjalnym – montipor talerzowatych. Czasem polskie tłumaczenia mnie przerażają…


pemba

Elongated mushroom

Do tej samej linii należą widoczne poniżej Elongated mushroom (łac. Ctenactis crassa). Generalnie tworzą owalne formy, jednak tutaj widoczne są w innym, mniej spotykanym kształcie przypominającym… z grubsza nic.


pemba

Ukwiały i nemo

Na koniec zostawiłam moje ulubione i chyba najbardziej fotogeniczne korale. To ukwiały, których ruch pod wodą jest tak harmonijny i hipnotyzujący, że mimo ich popularności, nie potrafię oderwać od nich aparatu. Ten na zdjęciu poniżej już tak popularny nie jest, bo to Magnificient Sea Anemone (łac. Heteractis magnifica, pol. Ukwiał wspaniały), którego często się nie widuje. Od innych ukwiałów różni się intensywnie różowym… czymś, w co jest dosłownie zapakowany. Z ukwiałami (ang. Anemone) jest związana kolejna ciekawostka i kolejny przykład symbiozy na rafie koralowej. Otóż zamieszkujące je błazenki (ang. Anemonefish, łac. Amphiprion lub po prostu popularne Nemo) są jedynymi rybkami, których nie parzą parzydełka ukwiału. Zapewnia to błazenkom ochronę przed drapieżnikami, które niechętnie zbliżają się do parzącej rośliny, a ukwiałowi ochronę przed potencjalnymi drapieżnikami.


Magnificient Sea Anemone
pemba

Sea worms

Kolejną grupą żyjątek zamieszkujących rafy koralowe są Sea worms lub po prostu robaki morskie. I jeśli nazwa Was nie zachęciła do dalszego oglądania, spójrzcie na zdjęcie Feather duster worm (łac. Sabellastarte spectabilis), którego sfotografowałam na Pembie. Robaki tego typu zazwyczaj żyją przyczepione do korala (jak poniżej) lub po prostu do piaszczystego podłoża. Okazuje się, że pod wodą nawet robaki mogą być zachwycająco piękne 🙂



Ślimaki

Skoro robaki, to i ślimaki. Morskie, oczywiście. I po raz kolejny – dużo bardziej urodziwe od tych, które gorączkowo wypędzamy z naszych ogródków. Są rzadkie i łatwo je przeoczyć ze względu na ich niewielkie rozmiary. Ten poniżej to Varicose wart sług (łac. Phyllidia varicosa). Spełni oczekiwania każdego miłośnika makro-fotografii.



Żachwy

Na rafie żyją również Sea Squirts o uroczej polskiej nazwie – Żachwy. Występują chyba w każdym kolorze czy kształcie, są (podobno) lepkie i nieprzyjemne w dotyku, niektóre toksyczne. Mimo ich niepozornego wyglądu, są to dość rozwinięte organizmy posiadające układ krwionośny, nerwowy, rozrodczy i narządy zmysłów. Dotknięcie żachwy w okolicach otworu gębowego może doprowadzić do wytryśnięcia cieczy z otworu, dlatego angielska nazwa w wolnym tłumaczeniu to „Tryskacze”.



Giant clams – małże

Nie mogę nie wspomnieć o imponujących Giant clams czyli największych małżach żyjących na świecie, których na Pembie nie brakuje. Nie wiem, dlaczego po polsku nie nazwano ich po prostu małżami olbrzymimi, tylko… przydaczniami olbrzymimi. Chciałabym kiedyś spotkać kogoś, kto wymyśla te tłumaczenia, ale chcę wierzyć, że stoi za tym jakaś większa nauka.



Gąbki

Poznajmy jeszcze gąbki, zanim przejdziemy to mojego ulubionego zdjęcia z Pemby 🙂 Popularne w zasadzie w każdym ciepłym morzu, o rozmaitych kształtach i kolorach. I jak już wiele razy pisałam – na Pembie znacząco większe od widzianych przeze mnie w innych miejscach. Te poniżej to Barrel Sponge (łac. Xestospongia testudiaria), czyli po prostu gąbka beczułkowata. W ich otworach często można znaleźć małe rybki, które szukają schronienia przed drapieżnikami.


pemba

Mantis shrimp

No i jest! Bohater wyjazdu, któremu zrobienie zdjęcia zajęło mi dobre 10 min wisząc nieruchomo przy rafie koralowej, bo aparat nie mógł złapać ostrości. A warto było, bo rzadko widzi się Mantis shrimp z tak bliska, w dodatku nieruchome, pozujące do zdjęcia. Po polsku te skorupiaki nazywają się Ustonogi, a ich ubarwienie jest bardzo intensywne – kolory na zdjęciu nie są podkręcone, uwierzcie. Wyglądają trochę jak z innej planety, a niezaprzeczalną ciekawostką jest fakt, że mają bardzo, bardzo silny cios, mogący na przykład przebijać twarde muszle. Jeśli kiedyś znajdziecie muszelkę z małym, okrągłym otworkiem, możecie być prawie pewni, że sprawcą jest Mantis shrimp – a przykład takiej muszli, również z Pemby, poniżej.


pemba

Dobrnęliśmy do końca zwiedzania raf na Pembie. Przedstawione przeze mnie okazy to tylko te wybrane, które szczególnie mnie zachwyciły, z powodów, które opisałam wyżej. Nie chciałam opisywać tutaj każdego jednego żyjątka, bo byłoby to dość żmudne i jak podejrzewam – dość nudne. Mam nadzieję, że te perełki, które udało mi się sfotografować zachęcą Was wystarczająco, żeby spróbować nurkowania, a może nawet nurkowania na Pembie.  Jeśli macie jakieś uwagi co do mojej identyfikacji życia pod wodą – zapraszam do komentowania pod spodem. Wśród takiej różnorodności w przyrodzie poprawna identyfikacja zwierząt jest niemałym wyzwaniem 🙂


Organizacja nurkowania

Nocleg

Tak jak pisałam wcześniej, nurkowaliśmy na Pembie we wrześniu, z Swahili Divers, których baza nurkowa mieści się w Gecko Lodge na północy wyspy. Obok jest jeszcze jeden luksusowy hotel, jeśli ktoś woli mieć prąd, ciepłą wodę i noc bez małp na dachu. My wolimy myć się w zimnej, prąd elektryczny nie jest nam do niczego potrzebny, a bezsenna noc, słuchając krzyku małp na dachu jest super. A tak na serio – prąd był tylko w nocy, więc na szczęście wystarczało do ładowania baterii do aparatu, a ciepłej wody nie było wcale (wrzesień 2018). Właściciele co prawda obiecywali, że już niedługo prąd będzie przez 24h oraz że doprowadzą ciepłą wodę, jednak, jeśli to jest dla kogoś kluczowe, proponuję upewnić się przed przyjazdem. Więcej o samym noclegu Gecko Lodge pisałam w poprzednim poście z Pemby i tam zapraszam po szczegółowe informacje. Wskazówka: nocując w Gecko Lodge możecie otrzymać zniżkę na nurkowanie z Swahili Divers, której nie dostaniecie nocując w hotelu obok.


pemba

BAZA Nurkowa

Sama baza nurkowa jest dość prosta, chociaż z tego co wiem, ostatnio jest już dostępny Nitrox i bardzo się rozwijają. Prowadzona jest przez przesympatyczną kanadyjsko-ukraińską parę, jednak również proponuję to sprawdzać na bieżąco, ponieważ w miejscach takich jak Pemba jest duża rotacja pracowników. Trochę szkoda, bo wpływa to na znajomość miejscówek nurkowych oraz doświadczenie w danym miejscu. Jest to nasz jedyny zarzut do całego pobytu, ponieważ zdarzały się zrzuty nurków do wody nie w tym miejscu co potrzeba. Nurkuje się wyłącznie z łodzi, przerwy powierzchniowe odbywają się na małych, bezludnych wysepkach u wybrzeży Pemby. Większość nurkowań odbywa się na zachodnim wybrzeżu wyspy. Planując nurkowanie uwzględnijcie sezon – w sezonie deszczowym (kwiecień-maj), baza jest zupełnie zamknięta


pemba

To chyba już wszystko odnośnie nurkowania na Pembie, mam nadzieję, że udało mi się za pomocą zdjęć zachęcić Was nie tylko do Pemby, ale też do nurkowania w innych miejscach. Nie jestem profesjonalnym fotografem, więc zdjęcia nie są idealne, ciągle się uczę. Wszystkie są wykonane przeze mnie aparatem Canon G5X z obudową wodoszczelną. Podczas nurkowania na Pembie jeszcze nie miałam też oświetlenia kamery, a wszystkie zdjęcia doświetlałam ręczną latarką (lub dwiema), stąd oświetlenie na niektórych zdjęciach jest punktowe.

Dziękuję za lekturę i jeśli podobał Wam się ten wpis, zapraszam do lajkowania i udostępniania – jedno kliknięcie, które bardzo pomaga w promowaniu bloga. Zapraszam również do komentowania i dzielenia się wrażeniami z Waszych nurkowań.



[TANZANIA] Pemba – czy już nie ma dzikich plaż?


Trochę tytułem wstępu

Gdzie leży Pemba? Pewnie wielu z Was zadało sobie to samo pytanie po zobaczeniu tytułu tego posta. I wiecie co? Rok temu też nie miałam pojęcia, a wszystko zmieniło się, gdy zaczęliśmy planować wyjazd nurkowy. Opcji było mnóstwo – od tych bardzo popularnych jak Malediwy czy Zanzibar, po mniej oczywiste – jak na przykład Mozambik. Jak zwykle staraliśmy się znaleźć miejsce, w które dolecimy na naszych pracowniczych biletach i które jednocześnie nie będzie zbyt daleko od Dubaju – mieliśmy tym razem tylko tydzień wolnego. W tej sytuacji „zmarnowanie” nawet 2 dni w podróży nie wchodziło w grę, dlatego też na wstępie odpadły wymarzone przez nas Filipiny. Po wstępnych poszukiwaniach, wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że najsensowniejszą opcją będzie jednak Zanzibar. Ale jak to, Zanzibar? Tłumy turystów, dziesiątki resortów, dodatkowo na Zanzibar z Dubaju z łatwością można przylecieć na krócej. Wtedy wzięłam do ręki Dive Atlas of the World, czyli pięknie wydany album opisujący nurkowe destynacje, i znalazłam – Pembę i Mafię. Po krótkiej analizie dojazdowo-organizacyjno-nurkowej wybór padł właśnie na Pembę.



Trochę faktów

Pemba to koralowa wyspa leżąca 80 km na północ od Zanzibaru i w przeciwieństwie do niego – totalnie nieturystyczna i niepopularna. Jest dużo mniejsza – ma tylko 67 km długości i 985 km2 powierzchni. W przewodniku przeczytałam, że jest niezwykle zielona – pokryta lasami oraz plantacjami egzotycznych przypraw. Ale nie spodziewałam się tego, co zobaczyłam w rzeczywistości – tak żywej i soczystej zieleni nie widziałam nigdzie wcześniej, a zdjęcia, które zrobiłam na miejscu nie zostały poddane żadnej obróbce – po prostu nie było takiej potrzeby.  Nic więc dziwnego, że już arabscy kupcy docierający na wyspę już tysiące lat temu nazywali ją „El Huthera”, czyli „Zielona”.



Trochę historii

Podobnie jak na Zanzibar, przybysze, na początku głównie z Półwyspu Arabskiego, Mezopotamii i Egiptu, zaczęli docierać tutaj już przed naszą erą, a archipelag zanzibarskich wysp był dla nich bramą do Afryki. Jednak na Pembie wszystko działo się wolniej i później, a pierwsi omańscy kupcy zaczęli się osiedlać dopiero w XII w. – to 4 stulecia później niż na Zanzibarze. W tym samym czasie Stone Town (stolica Zanzibaru) była już dobrze prosperującą osadą i ważnym węzłem na szlakach handlowych Oceanu Indyjskiego. Pemba ze względu na położenie na uboczu głównego szlaku, często była świadkiem szmuglowania, idealnym miejscem schronienia dla ukrywających się statków, przestępców i nielegalnych handlarzy. Po przejęciu władzy nad całym Archipelagiem przez Portugalczyków w 1506 r., Pemba stała się ofiarą nowych najeźdźców – została splądrowana, a osady spalone. Dopiero w obawie przed Brytyjczykami, w 1594 r. wybudowano tutaj fort Chake Chake – dzisiejszą stolicę wyspy. Sto lat później na całym wschodnim wybrzeżu Afryki do władzy ponownie doszli omańscy Arabowie, sukcesywnie wypierając Portugalczyków, którzy finalnie opuścili Pembę w 1965 r. Nastąpiły czasy panowania sułtanów Omanu, rozwój handlu niewolnikami, o którym bardziej szczegółowo możecie przeczytać TUTAJ. Po jego ograniczeniu, a następnie zniesieniu w 1873 r., Pemba jeszcze długo była miejscem, gdzie z dala od oczu świata, niewolnikami handlowano w najlepsze. Po wielu politycznych i ekonomicznych zawirowaniach, o których nie chcę się tutaj szczegółowo rozpisywać, w 1891 r. protektorat nad Zanzibarem i Pembą przejęło Imperium Brytyjskie. Trwał on do 1963 r. Obecnie cały Archipelag należy do Tanzanii.


Trochę codziennego życia

Jak się tutaj żyje? Prosto, skromnie, w zgodzie z naturą. Na wyspie mieszka niewiele ponad 400 tys. ludzi, ale próżno szukać tu wielkich miast czy nawet czegoś na miarę Stone Town. Populacja jest rozproszona po małych wioskach, a największa miejscowość to Chake Chake – stolica wyspy. Mieszkańcy nadal żyją tu tak, jakby XXI w. nigdy nie nastał – w tradycyjnych domach budowanych z gliny, drewna i pokrytych strzechą. Co prawda coraz częściej spotkać można murowane domostwa, a strzechę, jak wszędzie w Afryce, wypiera blacha falista, jednak styl pozostaje taki sam.





Trochę flory

Głównym towarem eksportowym wyspy są goździki. To wszystko za sprawą sułtana Saida, który w XIX w. wydał rozkaz zasadzenia 3 drzew goździkowych na każdą przypadającą im palmę kokosową, próbując w tej sposób zwiększyć plantacje goździków (oraz swój dochód) na terytorium archipelagu. Ci, którzy nie wywiązali się z tego obowiązku, tracili swoje ziemie. Na wyspie uprawia się również kauczuk, na każdym kroku rosną bananowce, a mieszkańcy uprawiają pola. Występuje tu także pieprz, gałka muszkatołowa i cynamon – nie bez powodu cały archipelag nazywany jest „wyspami przypraw”



Kiedy przychodzi odpływ, na plażach spotkać można kobiety zbierające algi, które później są suszone i eksportowane do Europy, Chin i Japonii. Z nich robione są drogie kremy i inne kosmetyki, a także zagęszczacze i stabilizatory w produkcji żywności.  





Reszta owoców, jak np. awokado, papaja czy ananas, hodowana jest raczej na lokalny rynek. Ponadto występują tutaj również mniej znane nam owoce – breadfruit, custardfruit, tamarynd czy jackfruit (ich nazw polskich nie znalazłam, jeśli ktoś je zna, zapraszam do dzielenia się w komentarzach). Oprócz rolnictwa wyspa żyje z rybołówstwa – wypływając w morze na tradycyjnych łodziach dhow mężczyźni zaopatrują swoje rodziny i wioski. Spotykając ich kilkakrotnie wokół wyspy mieliśmy okazję przyjrzeć się z bliska ich łodziom – starym, drewnianym, nadgniłym, a mimo to nadal pokonującym dziesiątki mil w poszukiwaniu pożywienia. Byli bardzo towarzyscy – podczas naszych przerw powierzchniowych pomiędzy nurkowaniami na bezludnych plażach i małych wysepkach podpływali poprosić o ciepłą kawę i pokazać swoje zdobycze – ryby, piękne muszle, ślimaki. Na takich właśnie tradycyjnych łodziach odbywa się również regularny transport pomiędzy wyspami Zanzibaru – niestety od kilku lat przewóz turystów na dhow nie jest legalny.




Trochę turystyki

Mieszkańcy Pemby posługują się głównie językiem swahili i poza hotelami angielski nie jest tu powszechny. 99% ludności wyspy to muzułmanie i trzeba mieć to na uwadze planując swój ubiór. Zwłaszcza, że widok turysty nie jest tu powszechny – przeczytałam, że wyspę rocznie odwiedza mniej niż 10 tys. ludzi (dla porównania, Zanzibar obecnie odwiedza ok. 450 tys. turystów rocznie). Biorąc pod uwagę nasz tygodniowy pobyt na Pembie, nawet cyfrę 10 tys. uważam za mocno przesadzoną – w bazie nurkowej przez większość czasu byliśmy sami, a ostatecznie spotkaliśmy tylko jedną parę podróżników. Na wyspie znajduje się 10 hoteli, jednak baza noclegowa zaczyna się rozrastać – podobnie jak my, coraz więcej ludzi szuka czegoś innego niż zatłoczony Zanzibar i Pemba właśnie to oferuje. Puste plaże i jedne z najbogatszych i najzdrowszych raf koralowych na świecie sprawiają, że wyspa jest rajem dla miłośników podwodnego świata i właśnie dlatego tutaj trafiliśmy. I jestem bardzo szczęśliwa, że zrobiliśmy to właśnie teraz – obawiam się, że za 10-20 lat będzie to kolejny Zanzibar, w złym tego słowa znaczeniu. Póki co jest pięknie – nieskalana cywilizacją wyspa żyje własnym tempem, a garstka odwiedzających ją turystów, do której mieliśmy przywilej należeć, może jedynie stać z boku i podziwiać mały lokalny świat, których już tak mało w naszych czasach.



Trochę fauny

Wyspa zawsze była zalesiona i żyzna, jednak rolnictwo stopniowo karczowało lasy. W obecnych czasach jedynym nienaruszonym leśnym ekosystemem jest Ngezi Forest na północy wyspy. Gęsta puszcza, przez którą z trudnością przedzierają się promienie słońca jest domem m.in. dla koszkodanów czy bushbaby (pol. galagowate) – małych małpek, których krzyk do złudzenia przypomina płacz dziecka. Warto to wiedzieć, zanim rzucicie się w las na ratunek porzuconemu niemowlakowi. Zarówno rezerwat Ngezi Forest Reserve jak i Pemba Flying Fox Forest to miejsca, które możecie odwiedzić, szukając na wyspie innych zajęć niż nurkowanie. Zwłaszcza, że nie sposób być na Pembie i nie zobaczyć flying fox (pol. rudawka) – endemicznego, zagrożonego gatunku sporego nietoperza, którego nazwa nawiązuje do jego pomarańczowego futra i lisiej mordki. Te urocze zwierzęta żywią się miękkimi owocami i mogą ważyć nawet 1.5 kg. A nimi z kolei żywią się… lokalni mieszkańcy, którzy postrzegają mięso latających lisów jako rarytas. 



Trochę… magii

Nieszczególnie mnie to dziwi, skoro wyspiarze potrafią nawet… jeść dzieci. I zanim podejmiecie ostateczną decyzję o nieodwiedzaniu tego miejsca, pozwólcie mi wytłumaczyć, o co dokładnie chodzi. Otóż we wschodniej Afryce Pemba znana jest z naturalnej medycyny, uprawiania magii i praktykowania voodoo. I bynajmniej nie mówię tutaj o ciemnych czasach sprzed stuleci – przykłady uprawiania czarnoksięstwa wciąż są na porządku dziennym wśród lokalnej ludności. Kilka lat temu nagłośniono sytuację, że znachor – czarnoksiężnik zjadał dzieci w ramach swoich magicznych praktyk. Co prawda został ostatecznie aresztowany, ale nie zmieniło to faktu, że na Pembę nadal tłumie przybywają mieszkańcy Afryki w poszukiwaniu magicznych sposobów na zdrowie, szczęście i wszelkiego rodzaju powodzenie. Część z Was pewnie przerazi fakt, że w XXI w. wciąż takie rzeczy są możliwe. A części pewnie zaświecą się oczy i włączy wyobraźnia – a gdyby tak na własne oczy zobaczyć magiczne obrzędy? Niestety – tu Was zawiodę. Magiczne praktyki uprawiane są z dala od turystyki i postronnych osób, a nawet Europejczycy mieszkający na wyspie jedynie słyszą od czasu do czasu o tym procederze. Mieszkańcy natomiast zapytani o magiczne sprawy, tylko lekko się uśmiechają…



Trochę informacji praktycznych

Tak jak pisałam wcześniej, wyspa należy do Tanzanii i jest częścią Archipelagu Zanzibar. Urzędowym językiem jest swahili oraz angielski, waluta to szyling tanzański (TZS).

Dojazd/dolot

Na wyspę dostaniecie się z Zanzibaru lub Dar Es Saalam (Tanzania kontynentalna) lokalnymi liniami lotniczymi lub promem. Dokładne rozkłady oraz ceny znajdziecie na stronach internetowych poszczególnych przewoźników. Wśród linii lotniczych są to Auric Air, Coastal Aviation i Zan Air (loty z Dar Es Saalam przez Zanzibar) oraz Tropical Air (loty z Zanzibaru). Połączenie Zanzibar – Pemba to niecała godzina lotu. Jeśli chodzi o promy, to najpopularniejszym przewoźnikiem jest Azam Marine & Coastal Fast Ferries, a rejs Dar Es Saalam trwa 2 godziny.

My lecieliśmy z Zanzibaru linią Auric Air i nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia (a na tym akurat się znam). Nie zdziwcie się jedynie jak będziecie jedynymi białymi w samolocie, karta pokładowa zostanie Wam wydrukowana na przypadkowej kartce, a tag bagażowy wypisany ręcznie. Witamy w Afryce!




Noclegi

Baza noclegowa jest uboga – 10 hoteli na całej wyspie sprawia, że wybór jest raczej wąski. Do opcji luksusowych należy Manta Resort na północy wyspy. To tutaj znajduje się sławny pokój… pod wodą. Za skromne 1700$ na noc, zostaniecie dostarczeni łódką na małą platformę niedaleko brzegu. Na poziomie wody czeka na Was łazienka oraz pokój dzienny, natomiast na noc zejdziecie po drabince do sypialni z widokiem na podwodny świat. Do dyspozycji gości jest sprzęt do snorkelingu, kolacja przypływa o wyznaczonej godzinie, a 24/7 niedaleko platformy przebywa stróż.



Bardziej przystępna opcja to na przykład Gecko Nature Lodge, gdzie mieści się centrum nurkowe Swahili Divers. Właśnie tę opcję wybraliśmy my i generalnie mogę polecić to miejsce. Pokoje dostępne są w dwóch opcjach – wspólnych dormitoriach lub osobnych bungalowach. Są czyste i zadbane, ale trzeba mieć na uwadze, że w takim miejscu jak Pemba natura dosłownie będzie się Wam wdzierała do łóżek. Nie jesteście w stanie zasnąć, jeśli w okolicy jest pająk, a na widok gekona krzyczycie wniebogłosy? Wtedy to miejsce zdecydowanie nie jest dla Was. Gdy ze zdziwieniem zapytaliśmy właścicielki, dlaczego zasuwka w łazience jest zarówno od strony wewnętrznej jak i pokoju, zostaliśmy poinformowani, że na noc lepiej ją zamykać. Dlaczego? Bo jak wpadnie do łazienki w nocy małpka, to przynajmniej nie przedostanie się do pokoju. Decydując się na nocleg w tym miejscu przygotujcie się również na brak ciepłej wody (chociaż właściciele obiecywali, że już niedługo będzie zapewniona), brak prądu w ciągu dnia (generatory pracowały od 18:00 do 08:00), brak Internetu. Wyżywienie było bardzo dobre i świeże, ale jednocześnie bardzo drogie – 20$ za posiłek w takim miejscu to stanowcza przesada. Niestety w okolicy nie ma innych opcji żywieniowych, chyba, że potraficie polować.

Jeśli chodzi o nurkowanie, o którym powstanie osobny post, to zazwyczaj kilka hoteli (w naszym przypadku dwa), korzystają z tej samej bazy nurkowej, a łódź nurkowa codziennie zabiera nurków z poszczególnych hoteli.




Planując urlop na Pembie dokładnie sprawdźcie porę roku i sezon. Ze względu na intensywne opady w okolicach kwietnia i maja, wiele resortów po prostu się zamyka.

Jeśli chodzi o dojazd do hotelu lub bazy nurkowej po wylądowaniu na wyspie – jest on zawsze zapewniany przez resort. Na wyspie nie ma komunikacji publicznej dla turystów, a ta lokalna kursuje pomiędzy większymi wioskami i raczej do hotelu Was nie zawiezie. Możecie jeszcze próbować dostać się w wyznaczone miejsce taksówką, o ile jakąś znajdziecie, dojdziecie do porozumienia z kierowcą, a on Was zrozumie.


Zakończenie

Na tym zakończę moje wrażenia z Pemby, która jest niewątpliwie jednym z piękniejszych miejsc, jakie odwiedziłam w życiu. Fakt, że nie ma tutaj turystów i naprawdę istnieją bezludne plaże z muszelkami większymi od moich dłoni zdecydowanie przemawia za planem powrotu tutaj w przyszłości. Ale wiecie, jak to jest z tymi powrotami w to samo miejsce – człowiek sobie obiecuje, że wróci, ale ostatecznie zawsze wybiera nową destynację. Wy też tak macie?

W kolejnym poście napiszę więcej o samym nurkowaniu na Pembie – z perspektywy nurka. O tym, jak było to zorganizowane, jakie zwierzęta można spotkać i dlaczego rafa koralowa na Pembie uważana jest za jedną z najpiękniejszych, najbogatszych i najzdrowszych na świecie. Do zobaczenia!