stone town

Pospacerujmy po Stone Town – Co warto zobaczyć i dlaczego nie jeździć na Prison Island?


W cyklu “Pospacerujmy po…”, dzisiaj zapraszam Was do Stone Town – stolicy Zanzibaru. O tym mieście pisałam już ostatnio w temacie handlu niewolnikami, ponieważ oprócz rajskich plaż i błękitnego oceanu, Stone Town skrywa swoją mroczną przeszłość. Dziś jednak zobaczymy jego bardziej słoneczne oblicze – zabytki, muzea i miejsca, które warto odwiedzić. Podpowiem Wam, co zobaczyć, co możecie sobie odpuścić oraz przemycę w tym wszystkim trochę historii miasta.

Kiedy powstało Stone Town?

Pierwsze zabudowania na miejscu dzisiejszego Stone Town postawili w XVI w. Portugalczycy, a osada następnie została rozbudowana przez arabskich kupców z Omanu. Stone Town w obecnym kształcie powstało w XIX w. i do dziś możemy podziwiać budynki z tych czasów. Choć zniszczone, sprawiają, że czuje się atmosferę tego portowego miasta na rajskiej wyspie, które kiedyś tętniło handlem i wielokulturowym życiem. Dziś kwitnie tutaj turystyka.


Pospacerujmy więc po mieście i zobaczmy, co warto zwiedzić w Stone Town.

1. Targ niewolników i Katedra Anglikańska

Zdecydowanie numer jeden i miejsce „must-see” w Stone Town. O handlu niewolnikami pisałam już wcześniej w osobnym poście, do którego lektury serdecznie zapraszam, a tutaj skupimy się na tym, jak wygląda to miejsce i co w nim zobaczyć. Kompleks składa się z komór, w których przetrzymywano niewolników, katedry anglikańskiej, memoriału upamiętniającego handel niewolnikami oraz nowoczesnej wystawy.

Wstęp na teren byłego targu niewolników kosztuje 5$ i w tej cenie jest również przewodnik. Nie ma obowiązku wejścia z przewodnikiem, natomiast w tym miejscu zdecydowanie Was do tego zachęcam – wyniesiecie ze zwiedzania znacznie więcej niż szwendając się samemu. Przewodnik bardzo się ucieszy, jeśli na koniec zostawicie mu napiwek.

Komory, w których przetrzymywano niewolników robią ogromne wrażenie – duszne, ciemne i klaustrofobiczne podziemne pomieszczenia mieściły nawet kilkuset więźniów. W niektórych zachowały się łańcuchy, którymi przykuci niewolnicy czekali na wystawienie na targ. Stojąc na tej małej przestrzeni nie sposób sobie to wyobrazić.


handel niewolnikami

Ogromna katedra anglikańska powstała na miejscu byłego targu niewolników od razu po zniesieniu tego procederu (budowa rozpoczęła się w 1873 r.). W środku zwróćcie uwagę na biały okrąg przed ołtarzem – to miejsce, w którym stało drzewo do biczowania niewolników. Czerwony odcień podłogi symbolizuje ich krew. Po lewej stronie nawy zobaczycie prosty, drewniany krzyż. Został wykonany z drzewa, pod którym na terenie dzisiejszej Zambii zmarł misjonarz, odkrywca, propagator zniesienia handlu niewolnikami – David Livingstone. To bardzo ważna postać w historii walki z handlem niewolnikami. Przy wejściu do katedry przyjrzyjcie się kolumnom – stoją do góry nogami. Zostały tak postawione przez niewolników (już wtedy wyzwolonych) przez zwykły brak umiejętności i nadzoru – i tak stoją do dziś.


handel niewolnikami
handel niewolnikami

Przed katedrą możemy podziwiać ujmujący memoriał. Rzeźba przedstawia pięć postaci niewolników, skutych łańcuchami, starszych, młodszych, kobiety i mężczyzn. Ma symbolizować różnorodność ludzi, których dotknęła ta tragedia. Twarze są smutne, zobojętniałe, bez nadziei – bo takie właśnie było ich życie. Memoriał został wykonany przez szwedzkiego rzeźbiarza – Clara Sornas w 1998 r.


stone town

Na koniec udajemy się na wystawę East African Slave Trade Exhibit, otwartą w 2016 r. Jest to jedyna wystawa poświęcona niewolnikom w Afryce. Oprócz historii handlu, przedstawia wiele zdjęć z tamtych czasów – zdjęć, które na długo pozostają w pamięci. Jeśli chcecie uważnie wystawę prześledzić – zajmie to około godziny.


handel niewolnikami
Wystawa East African Slave Trade Exhibit w Stone Town

2. Muzeum Księżniczki Salme (Princess Salme Museum)

Małe, prywatne muzeum na parterze hotelu Emerson, które zostało utworzone przez historyka, przewodnika i kuratora kultury – Saida El-Gheithy. Poświęcone jest życiu zanzibarskiej księżniczki Salme, która na Zanzibarze przez wiele lat nie była mile widziana. Wszystko przez miłość – księżniczka zakochała się i zaszła w ciążę z niemieckim handlarzem Heinrichem Ruette, z którym w 1866 r. uciekła do Niemiec. Tam przyjęła nowe imię – Emily, ale niestety nie cieszyła się szczęściem długo – jej mąż zginął tragicznie potrącony przez tramwaj konny 5 lat później. Doczekali się trójki dzieci. Księżniczka wielokrotnie próbowała się pojednać z rodziną pozostającą na Zanzibarze, jednak jej starania nigdy nie przyniosły efektów. Podobno zawsze przy sobie miała worek piasku z ukochanej ojczyzny.


Zdjęcie pochodzi z muzeum Księżniczki Salme

Muzeum to nie tylko historia jej życia. To także historia XIX – wiecznego Zanzibaru, pozycji kobiet w tamtych czasach i ich determinacji, by zdobyć edukację. Księżniczka opisuje na przykład, że pisać nauczyła się podglądając swojego brata, któremu były udzielane prywatne lekcje. To też historia pięknej miłości, uporu, tęsknoty, a następnie samotności i niezwykle trudnego życia w nieznanej kulturze i rzeczywistości. O tym wszystkim możecie przeczytać w książce, którą księżniczka wydała już jako Emily Ruete: Memoirs of an Arabian Princess from Zanzibar”.



Zdecydowanie polecam zajrzeć do tego Muzeum będąc w Stone Town – my dodatkowo mieliśmy ogromne szczęście trafić na samego Saida El-Gheithy, który z wielką pasją opowiada o księżniczce oraz jej rodzinie. Osobiście zna jej potomków. Dawno nie słyszałam kogoś mówiącego z taką pasją.


3. Rzeźbione drzwi i XIX-wieczne domy

Spacerując po Zanzibarze warto zwrócić uwagę na misternie rzeźbione drzwi wejściowe na posesje czy do domów. Mimo, że większość z nich czasy świetności ma już za sobą, nadal możemy trafić na odrestaurowane i świetnie zachowane przykłady tej sztuki. Zdobienia tego typu pochodzą z XIX wieku, kiedy Stone Town było świetnie funkcjonującym miastem handlowym. Domy budowano ze skały koralowej w stylu arabskim bądź indyjskim, a wyznacznikiem zamożności i statusu społecznego rodziny była wielkość i zdobienie drzwi. W starej części miasta XIX-wieczne domy nadal są zamieszkałe, niestety budulec – skała koralowa, nie przeszedł próby czasu. Od lat 90. rząd realizuje program restauracji budynków oraz przywrócenia im dawnej świetności, ale z tego, co miałam okazję oglądać w roku 2018 – prace idą dość powoli. Jeśli w ogóle. Rzeźbione drzwi są poniekąd symbolem miasta, dlatego obecnie możemy obserwować wzrost zainteresowania tego typu zdobieniami. Mieszkańcy i handlarze często zamawiają takie drzwi do swoich domów, więc coraz częściej można trafić na nowoczesne okazy.


stone town
stone town
stone town

4. Uliczne malarstwo

Zostańmy jeszcze na chwilę w wąskich uliczkach Stone Town i zatrzymajmy się, aby podziwiać tutejsze malarstwo. Jak wiele innych rodzajów rękodzieła, również obrazy są tutaj jednym z głównych dóbr sprzedawanych na ulicy. I jest to faktycznie praca rąk mieszkańców Zanzibaru, a nie chińszczyzna, której się spodziewałam w tak turystycznym miejscu. Obrazy urzekają kolorami, formą i po prostu przyciągają wzrok. To był jeden z trudnych momentów w trakcie podróży – mimo, że nie uprawiam zbieractwa pamiątek, byłam bliska zrobienia wyjątku dla tych małych dzieł sztuki.


stone town
stone town
stone town

5. Old Dispensary

Budynek warty uwagi głównie dzięki swojej dekoracyjnej fasadzie – misternie rzeźbionym balkonom. Został zaprojektowany w 1890 r. jako dom hinduskiego kupca, jednego z najbogatszych ludzi na Zanzibarze tamtych czasów. Niedokończony, przeszedł w ręce innego właściciela, który parter budynku przeznaczył na miejsce do produkcji leków, a górne piętra zostały zaaranżowane na pomieszczenia mieszkalne. Z czasem budynek popadł w ruinę, został odrestaurowany w 1997 r. i obecnie na jego terenie znajduje się centrum kulturalne Stone Town, biura i małe sklepiki z rękodziełem. Wstęp jest wolny, natomiast w środku nie ma nic szczególnego – kilka przypadkowych zdjęć, plakatów, zamkniętych drzwi. Mówi się, że kiedyś powstanie tu Muzeum Marynistyczne Oceanu Indyjskiego.


stone town
stone town

6. Palace Museum (Muzeum Pałacowe, Muzeum Sułtanów Zanzibaru)

Pałac wybudowany w 1890 r. jako pałac dla Sułtana i jego rodziny, służył jako jego główna rezydencja. Obecnie muzeum sułtanów Zanzibaru, w którym chyba ostatnio coś zmieniono 30 lat temu. Wystawy trącą myszką, a jeśli nie jesteście fanami staromodnych muzeów, 100-letnich mebli pokrytych grubą warstwą kurzu i unoszącego się zapachu stęchlizny – to miejsce nie jest dla Was. Dziwi mnie, że na Zanzibarze nie dba się o muzea – jakby nie było, jest to bardzo turystyczne miejsce i ciekawe, nowoczesne muzeum przyciągnęłoby tłumy ludzi. Wystawy ułożone są chronologicznie – na parterze mamy wczesne czasy sułtanatu, idąc w górę zbliżamy się do jego upadku. Zdecydowanie najbardziej w pamięć zapada oryginalna łazienka z toaletą i bidetem z 1936 r. Podziwiać można również portret Królowej Elżbiety II, który zgodnie ze zwyczajem, został rozesłany do wszystkich kolonii brytyjskich po jej koronacji. W muzeum jeden pokój poświęcono księżniczce Salme. Czy warto? Tak, za 3$ warto. Natomiast szkoda niewykorzystanego potencjału miejsca z tak ciekawą historią. Rozczarowanie muzeum rekompensuje widok z pałacowego balkonu.


stone town

7. House of Wonders (Dom Cudów)

Zbudowany w 1883 r. jako pałac sułtana Barghasha, budynek służył następnie brytyjskiemu rządowi kolonialnemu, a po odzyskaniu niepodległości siedzibę w nim miała rządząca partia Zanzibaru. W 2002 r. utworzono tutaj Muzeum Historii i Kultury, ale po częściowym zawaleniu się dachu w 2016 r. budynek nadal pozostaje zamknięty i niestety oprócz opustoszałych rusztowań, nie widać tutaj żadnych działań, aby ten stan rzeczy zmienić. Niemniej jednak podobno warto to miejsce odwiedzić, gdy w końcu je otworzą. Nie bez powodu nazywane było Domem Cudówjako pierwszy budynek na wyspie miało windę!


stone town

8. Old Customs House (Stary Urząd Celny)

Zbudowany w XIX w. jako dom rodzinny rządzącego sułtana Majid Bin Saida. Urząd celny przeniesiono w to miejsce w 1928 r. W latach 90. budynek mieścił w sobie siedzibę ministerstwa, po czym został poddany renowacji z pomocą UNESCO. Aktualnie znajduje się w nim siedziba Dhow Countries Music Academy, czyli Akademii Muzycznej. Organizowane są koncerty, których harmonogram możecie sprawdzić TUTAJ. Poza koncertami, nie dzieje się tu nic.


stone town

9. Old Fort, Arab Fort (Stary Fort)

Wybudowany na przełomie XVII i XVIII w. przez Omańskich Arabów, którzy w tamtym czasie rządzili wyspą. Służył jako fort obronny przeciwko Portugalczykom oraz innym arabskim najeźdźcom. Następnie w XIX w. został przekształcony w więzienie, by w XX w. spełniać funkcję magazynu pod budowę kolei. Potem było tylko „lepiej” – utworzono w nim żeński klub tenisowy… Po rewolucji i odzyskaniu niepodległości w 1964 r. fort popadł w ruinę. Po renowacji został otwarty dla turystów. Co znajdziemy w środku? Niewiele. Stragany z pamiątkami, małą galerię lokalnej sztuki, trochę zawalonych schodów. Nawet ładnego widoku nie ma, bo wysokie mury skutecznie go zasłaniają. Podobno funkcjonuje tutaj teatr na świeżym powietrzu. Wejście jest za darmo, więc nic nie tracicie. Jeśli jednak musicie z czegoś zrezygnować, śmiało możecie pominąć to miejsce. Chociaż bardzo szkoda, bo podobnie jak Palace Museum ma swój potencjał i ciekawą historię.


stone town
stone town

10. The Market (Targ Miejski)

Targ w obecnym miejscu i kształcie powstał w 1904 r. Wcześniej funkcjonował w Starym Forcie. Jeśli jesteście fanami arabsko-afrykańskiego handlu ulicznego – śmiało tutaj przyjdźcie, zwłaszcza, że to rzut beretem od Targu Niewolników. Nie jest to turystyczne miejsce, nie jest to też miejsce do zwiedzania – tutaj przychodzi się po to, aby zobaczyć normalne, codzienne życie mieszkańców. I faktycznie byłoby to całkiem ciekawe, gdyby tylko stać się niewidzialnym. Będąc białym turystą, a co gorsza kobietą, na każdym roku jest się atakowanym przez sprzedawców, którzy są, jak to na arabskich targach, nachalni i ciężko im odmówić. Trudno nawet przejść i w spokoju zrobić zdjęcie. Targi to nie moja bajka.


stone town
stone town

Prison Island i inne pseudo-atrakcje Zanzibaru

Na koniec trochę o licznych „atrakcjach” Zanzibaru oferowanych przez każdy hotel i na każdym rogu ulicy. Prison Island, farmy przypraw i wiele innych miejsc, w które zawozi się turystę, byle tylko zarobić, to bardzo często miejsca, których działalność niszczy naturalne środowisko albo co gorsza – wykorzystuje zwierzęta.

Weźmy takie Prison Island – małą wyspę oddaloną kilkaset metrów od Stone Town, na którą za niewielkie pieniądze zawiezie Was każdy. Wyspa, mimo, że w nazwie ma „więzienie” nigdy nim nie była – służyła jako kwarantanna dla niewolników przywożonych na Zanzibar. Obecnie funkcjonuje tam „rezerwat”. Celowo słowo „rezerwat” napisałam w cudzysłowie – bo miejsce bynajmniej nie ma nic wspólnego z ochroną przyrody. Na wyspie stłoczono mnóstwo starych, dużych, czasem wymagających leczenia żółwi, dla których takie warunki nie są naturalnym środowiskiem życia. Powierzchnia, na której żyją jest za mała, żółwie dosłownie spacerują po swoich odchodach, są zestresowane. Naturalnym nie jest numerowanie żółwi sprayem, ich dotykanie, męczenie, sadzanie na nich swoich dzieci do zdjęcia, a tak właśnie to wygląda. Naturalnym też nie jest zwożenie im tłumów ludzi, którzy po prostu zakłócają ich normalny rytm. Żółw, ani żadne inne zwierzę to nie zabawka i atrakcja turystyczna. Jeśli chcecie je podziwiać, nie zakłócając ich życia, jest na świecie mnóstwo miejsc, gdzie można to robić – z żółwiami na przykład można nurkować i gwarantuję Wam, że jest to przeżycie o niebo lepsze, niż macanie ich w tłumie ludzi na Prison Island. W styczniu na wyspie niedaleko Singapuru przypadkiem natrafiliśmy na jezioro, w którym mieszkały żółwie – nie wchodziliśmy im w paradę, jednocześnie obserwując ich życie – i to za darmo.


źródło: https://seeingitoi.wordpress.com/

Atrakcją nr 1 na Trip Advisor jest Cheetah’s Rock – miejsce, w którym leczone są m.in. chore gepardy. Wizyta tam jest dość droga i jako że nie miałam wcześniej czasu na dokładne sprawdzenie miejsca w Internecie, nie zdecydowałam się tam pojechać. Z mojej obecnej wiedzy wynika, że jako jedno z niewielu tego typu miejsc jest w porządku, jeśli chodzi o traktowanie zwierząt i turystykę. Ilość ludzi jest ograniczana, w niektóre dni nie wpuszcza się turystów wcale, wolno wchodzić tylko o wyznaczonych porach. Przy zwierzętach cały czas są opiekunowie, którzy dbają, żeby goście nie męczyli zwierząt. Zwierzęta są zadbane, szczęśliwe i mają dobre warunki życia. Nie są faszerowane lekami czy narkotykami. Posiadając tę wiedzę, następnym razem planuję tam pojechać, natomiast nigdy nie zrobiłabym tego w ciemno, bez wiedzy co to za miejsce i jak traktowane są zwierzęta. 

A może ktoś z Was odwiedził to miejsce i może się podzielić swoją opinią na temat tego czy warto? Zapraszam do komentowania!


Mniej szkodliwe są wszelkie wycieczki fakultatywne w puszczę czy na farmy przypraw – tutaj raczej nikt nie cierpi. Natomiast pamiętajcie, że to wszystko jest na pokaz i nie ma nic wspólnego z poznawaniem kultury czy tradycji – chodzi tylko o to, żeby zostawić tam swoje 30$. Jeśli chcecie poznać realne życie mieszkańców, nie tędy droga. W Internecie znajdziecie mnóstwo organizacji non-profit, małych, niepopularnych firm i przede wszystkim mnóstwo informacji, dzięki którym będziecie mogli dotrzeć w naturalne miejsca poza utartym szlakiem, zazwyczaj za dużo mniejsze pieniądze.

Wszystko, co napisałam powyżej, dotyczy nie tylko Zanzibaru. Niestety – im bardziej turystyczne miejsce, tym więcej tego typu pseudo-atrakcji. Z dzisiejszym dostępem do wiedzy naprawdę nietrudno zweryfikować dane miejsce. Korzystajcie z forów internetowych, portali podróżniczych, ale nie ze stron internetowych tych miejsc – tam raczej nikt nie napisze, że nie warto. Nie dokładajcie swoich pieniędzy do biznesów, przez które cierpią zwierzęta. One niestety nie mogą się same bronić.  


Podsumowanie

Mimo, że Stone Town nie zrobiło na mnie wrażenia, a jego turystyczny charakter raczej mnie odrzucił, niż zachęcił do zostania na dłużej, uważam, że warto zaplanować w mieście jeden dzień w trakcie swojej podróży czy wakacji. Bezsprzecznie wizyta na byłym targu niewolników i poznanie historii tego okrucieństwa pozostaje w głowie na zawsze. Mam nadzieję, że w przyszłości miasto zadba o wspaniałe zabytki, których tutaj nie mało i Stone Town wróci do czasów swojej świetności.


stone town

Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić


handel niewolnikami

Zanzibar – handel niewolnikami na rajskiej wyspie


To nie będzie łatwy i przyjemny wpis o Zanzibarze. Mimo, że ta rajska wyspa kojarzy się głównie z białymi plażami i turkusowym oceanem, poznamy dziś jej ciemniejszą stronę – handel niewolnikami. Stronę, o której należy pamiętać i traktować jako przestrogę, szczególnie w XXI w. Tworzę takie wpisy, ponieważ podróże to nie tylko piękne krajobrazy i ciekawe zabytki. To także historia, która na tle tych krajobrazów się pisała, to przeżycia ludzi oraz nauka dla współczesnego świata. Bardzo często trudna, bolesna, niechlubna.



Stone Town

Aby poznać przeszłość Zanzibaru udajemy się do jego stolicy – Stone Town. Jak widzicie na zdjęciu powyżej, zastaje nas tam typowy widok tropikalnej wyspy. To „Kamienne Miasto” nie jest głównym ośrodkiem turystycznym – ludzie po przylocie rozjeżdżają się do licznych resortów na południowym i wschodnim wybrzeżu. W Stone Town spędzają zazwyczaj jeden, może dwa dni, a mimo to biznes turystyczny tu kwitnie. Nie, nie kwitnie. On tutaj przytłacza, eksploduje, zniechęca. Dziesiątki naganiaczy próbujących sprzedać wszystko – od chust po jednodniowe wycieczki. Dzieci, które wprost żądają pieniędzy od turystów. To nie Afryka, jaką znam i to nie Afryka, jaką się zauroczyłam. Miałam to szczęście, że moja pierwsza styczność z tym kontynentem nie miała miejsca właśnie tutaj. Jeśli jednak Wy dotarliście najpierw na Zanzibar – nie oceniajcie Afryki przez jego pryzmat. To dwa różne światy.



Mimo to warto się tutaj zatrzymać, aby poznać historię handlu niewolnikami oraz odwiedzić miejsce, gdzie rozgrywała się jedna z najgorszych tragedii ludzkości. Tragedii, którą ludziom – zgotowali ludzie. I tragedii, o której u nas w Europie mówi się bardzo mało, mimo, że mieliśmy w niej swój udział. Targ niewolników uważam za najbardziej warty zobaczenia w całym mieście, więc jeśli jesteście w Stone Town – pójdźcie właśnie tam. Od 2 lat funkcjonuje tam również nowoczesna wystawa (East African Slave Trade Exhibit), która bardzo szczegółowo przybliży Wam historię tego procederu. Wstęp kosztuje $5 i w tym miejscu zdecydowanie polecam wziąć przewodnika – sam Was znajdzie. I będzie mu bardzo miło, jak zostawicie mu napiwek. 


źródło: East African Slave Trade Exhibit Zanzibar

Strategiczne położenie Zanzibaru

Zanzibar bez wątpienia można nazwać bramą do Afryki oraz bramą Afryki na świat. Historycznie, takie właśnie miejsca szybko stawały się ośrodkami handlu i tutaj nie było inaczej. Już 2-3 tys. lat p.n.e. Zanzibar zaczął odgrywać coraz większą rolę na Oceanie Indyjskim. Na wyspę zamieszkałą głównie przez rybaków z Afryki zaczęli docierać kupcy z Mezopotamii (dzisiejszy Irak), Egiptu czy Fenicji. Świadczą o tym zachowane wraki statków oraz ślady tych kultur zarówno na Zanzibarze, jak i wzdłuż wschodniego wybrzeża Afryki.

Rozwój handlu

W rezultacie zaczął rozwijać się handel z Półwyspem Arabskim, Indiami, Azją Wschodnią, a afrykańskie „dobra”, takie jak szylkret (materiał wytwarzany ze skorup niektórych gatunków żółwi), heban czy kość słoniowa stały się głównym towarem eksportowym. Na Zanzibar natomiast sprowadzano drogie tkaniny i chińską porcelanę.

Pierwsze tysiąclecie naszej ery przyniosło dalszy rozwój handlu, a Arabscy kupcy zaczęli nazywać wyspę Zinj – barr („Zinj” od perskiego słowa „czarny” a słowo „barr” od arabskiego słowa „ląd”). W VII-VIII w. zaniepokojeni sytuacją na Półwyspie Arabskim i nękani wojnami, zaczęli na stałe osiedlać się na wyspie. Wraz z nimi, na Zanzibar przyszedł raczkujący Islam i zakorzenił się na dobre, do dziś pozostając tam główną religią.

Asymilacja osiadłych Arabów, Persów i napływ afrykańskich plemion ze wschodniego wybrzeża Afryki doprowadziły do wykształcenia się języka i kultury Swahili, która czerpała ze wszystkich tych kultur.

Do XV w. Zanzibar i inne ośrodki wschodniego wybrzeża Afryki zarządzane były przez lokalnych sułtanów z dużymi wpływami z Arabii, Persji i Azji. Rozwój handlu w II tysiącleciu zaczął przynosić im ogromne zyski, a ten stosunkowo dobrze funkcjonujący układ zakłóciło przybycie Portugalskich żeglarzy. Walcząc o dominację we wschodniej Afryce z Imperium Brytyjskim, w 1503 r. podbili Zanzibar, a już do 1525 r. mieli pod kontrolą cały Archipelag wraz ze wschodnim wybrzeżem Afryki. W 1560 r. wybudowali pierwszy kościół i małą osadę, którą dziś nazywamy Stone Town. Nie zagrzali tam miejsca na długo – w XVII w. portugalskie siły zaczęły słabnąć, ustępując miejsca w 1698 r. omańskim Arabom.

Rządy Omanu i masowy handel niewolnikami

Pod rządami Omanu na masową skalę rozwinął się handel niewolnikami. Początkowo byli transportowani właśnie do Omanu, gdzie jak grzyby po deszczu powstawały farmy daktylowe i zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą rosło. Kobiety sprzedawano jako pomoce domowe i niewolnice seksualne i wbrew temu jak to brzmi, to był najlepszy los jaki mógł je spotkać. Mężczyźni natomiast wykonując morderczo ciężką pracę bez wystarczającej ilości pożywienia, wody i snu chorowali i umierali – szacuje się, że rocznie życie traciło około 30% niewolników. Tych podupadłych na zdrowiu odsprzedawano np. do Indii, co tylko zwiększało zapotrzebowanie na rynku. Początek XVIII w. to około 500 niewolników rocznie docierających tylko do Omanu. Rok 1770 r. to już 3000. Z czasem handel niewolnikami rozwinął się na Persję, Indie, Egipt i inne kraje azjatyckie. Popyt na tanią siłę roboczą sprawił, że w poszukiwaniu niewolników zaczęto eksplorować nie tylko wschodnie wybrzeże Afryki, ale również głęboki interior. Nastawiano wrogo wobec siebie plemiona, a stawką w lokalnych wojnach była sprzedaż przegranych handlarzom niewolników. Wielokrotnie handel wspierany był przez afrykańskich watażków, którzy w zamian za towar od handlarzy, sprzedawali swoich ludzi, niejednokrotnie dorabiając się fortuny. Dodatkowo plemiona na wschodzie kontynentu stopniowo przechodziły na Islam, co w dalszej mierze powodowało eksplorację coraz głębszych regionów Afryki – według Islamu nie wolno było zniewalać muzułmanów. Szlaki handlu niewolnikami w XIX w. dotrą aż do północnej Zambii oraz zachodniego wybrzeża Afryki.


Zdjęcie zrobione na wystawie “East African Slave Trade Exhibit”, Stone Town

Mordercze marsze przez Afrykę

Po schwytaniu, niewolnicy maszerowali przez Afrykę długimi tygodniami, aby odbyć morderczą podróż na Zanzibar. Dla nich nie była to brama na świat, a brama końca wolności, życia, nadziei. Szli w szeregu, pospinani łańcuchami lub ciężkimi drewnianymi belami. Często nieśli z sobą kość słoniową na handel, a kobietom zabijano dzieci, żeby mogły udźwignąć więcej. Ci, którzy przeżyli, pakowani byli na łodzie (dhow), po 500-600 na jedną. Tam, ściśnięci pod pokładem płynęli kilka dni bez jedzenia, wody i jakiejkolwiek higieny. Tych z oznakami chorób wyrzucano za burtę, by nie szerzyli jej dalej oraz by nie płacić od nich podatku po dotarciu na miejsce. Reszta niejednokrotnie nie mogła opuścić statku o własnych siłach, ponieważ niemożliwym było rozprostowanie nóg po wyczerpującej podróży. Czas oczekiwania na sprzedaż spędzali w małych podziemnych celach. Nie mieli dostępu do świeżego powietrza i światła, a specjalnie wydrążone rynny odprowadzały odchody do rzeki. Gdy w 1866 r. na Zanzibar przybył szkocki misjonarz i odkrywca – David Livingstone, walczący o zniesienie handlu niewolnikami, w swoich dziennikach opisał unoszący się wszędzie odór fekaliów z miasta, wszechobecne choroby i ścieki pokrywające białe plaże. To nie był Zanzibar z dzisiejszych pocztówek.


Zdjęcie zrobione na wystawie “East African Slave Trade Exhibit”, Stone Town
Cela, w której przetrzymywani byli niewolnicy przez wystawieniem na targ

Jak wyglądała sprzedaż?

Targ niewolników odbywał się w godzinach popołudniowych. Krótko przed nim niewolnicy byli myci i oporządzani, ponieważ za tym jak sprawnie i zdrowo się prezentowali, szła oczywiście cena. Kobiety często malowano henną, dawano im biżuterię, aby podkreślić urodę. Następnie wystawiano ich na ulicę i niejednokrotnie jeszcze testowano w brutalny sposób – przywiązanych do drzewa biczowano, a ci, którzy najlepiej znosili tę torturę osiągali najwyższe ceny. Niesprzedani trafiali z powrotem do swoich cel, czekając na kolejny targ.

Handel niewolnikami osiąga szczyt

Z czasem sułtan Omanu zaczął potrzebować wsparcia z zewnątrz w celu rozwiązywania lokalnych konfliktów. Po protektorat zwrócił się do Imperium Brytyjskiego, które w zamian zaczęło domagać się zniesienia niewolnictwa, ponieważ jako jedyni w tamtym czasie nie czerpali z tego zysków. Początkowo ustalono „Linię Moresby”, delegalizującą handel niewolnikami m.in. z Maskarenami (wyspy na Oceanie Indyjskim) i Indiami. Zabroniono również sprzedaży niewolników chrześcijanom, ale transport do Omanu odbywał się nadal. Mogło by się wydawać, że każde ograniczenie handlu niewolnikami, to krok w dobrą stronę. Niestety, wszystkie te działania były złudne – sułtan tracąc część dochodu z handlu, powiększył plantacje goździków na Zanzibarze, tym samym zwiększając popyt na niewolników na wyspie (w szczytowym momencie 1/3 niewolników transportowanych z Afryki, zostawała na Zanzibarze na plantacjach goździków).

Naciski z zewnątrz zostały spotęgowane w 1833 r. za sprawą Aktu Wyzwolenia, znoszącego niewolnictwo na wszystkich terytoriach Imperium Brytyjskiego. Sułtan jednak, który już w tamtym czasie przeniósł stolicę Omanu na Zanzibar, miał innego, silnego sprzymierzeńca –Amerykę Północną. Handel rozwinął się jeszcze bardziej, między innymi ze względu na kość słoniową – Amerykanie cenili ją, ponieważ była miękka i łatwiejsza w formowaniu niż ta azjatycka. Idealnie nadawała się więc do produkcji klawiszy pianin, kul bilardowych czy grzebieni.  W tamtym czasie niewolników sprowadzano już z okolic Jeziora Wiktorii, a nawet północnej Zambii, szacuje się, że w liczbie 40-50 tys. rocznie. David Livingstone pisał, że 80 tys. schwytanych niewolników ginęło po drodze, nie docierając nawet na Zanzibar. Nie trzeba długo się zastanawiać, aby zrozumieć skalę tego okrucieństwa.  Z czasem wpływy kolejnych sułtanów malały, a sam Oman zaczął borykać się z problemami wewnętrznymi. To zachęciło Brytyjczyków, którzy zaczęli zwiększać swoje wpływy na wyspie. Dodatkowo, rynek handlu goździkami się zapełnił i plantacje przestały przynosić takie zyski, jak wcześniej. To wszystko wróżyło jedno – handel niewolnikami musi się skończyć.


Memoriał upamiętniający handel niewolnikami autorstwa Clara Sornas

Zniesienie handlu niewolnikami

Sytuacja była bardzo zła – na wyspie nie było czystej, bieżącej wody, a epidemia cholery w 12 lat zabiła 1/6 populacji Stone Town oraz 35 tys. ludzi na całym Zanzibarze. W ciągu kolejnych lat kilkukrotnie zmieniała się władza, a następnie wyspa oddzieliła się od Omanu. Przez wyspę przeszedł niszczący większość upraw huragan. Naciski na zniesienie handlu niewolnikami wzrastały, tym razem wspierane również przez Amerykanów. Doprowadziło to do blokady portów handlowych i groźby całkowitego zablokowania Zanzibaru przez Brytyjską marynarkę. Ówczesny sułtan, przerażony myślą całkowitego odcięcia wyspy od świata, podpisał traktat o zniesieniu niewolnictwa. Zostały zamknięte targi niewolników, w tym ten największy w Stone Town. Na jego miejscu rozpoczęto budowę katedry, w której dziś możemy podziwiać między innymi krzyż z drzewa, pod którym, podczas podróży po Afryce, na terenie dzisiejszej Zambii, na malarię zmarł David Livingstone. Mimo, że walczył o zniesienie niewolnictwa, nie dane było mu tego doświadczyć za życia – zmarł miesiąc przed oficjalnym zakazem handlu. Był pierwszym Europejczykiem, który zobaczył wodospady Wiktorii, dokonał wielu odkryć w Afryce i był jednym z pierwszych odkrywców, od których Europa czerpała wiedzę o tym kontynencie.


Życie po wyzwoleniu

To, że handel niewolnikami został zabroniony, wcale nie oznaczało, że z dnia na dzień świat stał się piękny. Ceny niewolników na czarnym rynku wzrosły i szacuje się, że jeszcze do 1907 r. rocznie przemycano z Afryki 10-12 tys. nielegalnych niewolników. Wzdłuż wybrzeża do dziś można się natknąć na częściowo podziemne bunkry – ich wykorzystanie wzrosło, aby ukryć nielegalne transporty. Uwolnieni niewolnicy nie mieli łatwego życia – bez jedzenia, dachu nad głową, w obcym miejscu, oderwani od swojej kultury w zasadzie w większości nie wracali do swoich domów. Nie pamiętali swoich rodzin, nie mieli tożsamości, dorastając w niewoli nie znali innego życia. Wielokrotnie zostawali u swoich dotychczasowych panów, robiąc dokładnie to samo, co wcześniej, tym razem za pieniądze. Marne pieniądze, ale przynajmniej nazywało się, że są „wolni”. Czy naprawdę byli?

W miejscu targu niewolników w latach 1873-1880 powstała katedra anglikańska, do której budowy zatrudniono byłych niewolników, by dać im pracę i uczciwą zapłatę. Przed ołtarzem widać biały okrąg – to w tym miejscu stało drzewo, przy którym biczowano niewolników. Legenda głosi, że w trakcie budowy z braku umiejętności i nadzoru, postawili kolumny katedry do góry nogami – i tak właśnie stoją do dzisiaj.


Ołtarz Kościoła Anglikańskiego na miejscu dawnego targu niewolników. Przed nim widać biały okrąg – to w tym właśnie miejscu stało drzewo, przy którym biczowano ofiary.
Postawione do góry nogami kolumny, przez pracujących już legalnie po wyzwoleniu, niewolników.

Niewolnictwo dzisiaj

W tym wpisie nie będzie happy endu. Nie napiszę, że ludzkość poradziła sobie z problemem niewolnictwa, mimo, że bardzo bym chciała.


źródło: https://www.washingtonpost.com/

Jak widzicie na mapie powyżej, mimo, że niewolnictwo w dzisiejszych czasach nie jest legalne, wciąż istnieje i w XXI w. obserwujemy jego wzrost. Szacuje się, że obecnie na świecie 21-36 milionów ludzi jest zniewolonych. Prym wiodą Indie, Chiny, Pakistan, Uzbekistan, Rosja, Nigeria czy kraje Bliskiego Wschodu. Chociaż niewolnictwo nie występuje pod postacią tysięcy niewolników idących przez Afrykę, to pamiętajmy, że prawnie niewolnictwo to każda relacja, w której jedna osoba kontroluje i wykorzystuje drugą pod groźbą przemocy, dla zysku.

Zaliczyć do tego możemy między innymi przymusową pracę, przymusowe odpracowywanie długów, pracę dzieci, przymusowe (aranżowane) małżeństwa, handel ludźmi czy jakiekolwiek wykorzystywanie wynikające z niższej pozycji społecznej (np. w systemie kastowym).

Zastanawialiście się kiedyś, ile rzeczy, które kupujemy na co dzień w sklepach jest dziełem takiej właśnie niewolniczej pracy? Jak zostały zorganizowane imprezy masowe i wydarzenia sportowe, na których wszyscy świetnie się bawimy? Czy na pewno ten problem nas nie dotyczy?


Katar, rok 2019. W świecie wyzysku, wielogodzinnej pracy, upale, 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu, pracownicy z Azji budują stadion na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej FIFA 2022. Śpią w prowizorycznych obozowiskach na obrzeżach Doha bez klimatyzacji, mimo, że temperatury latem przekraczają 50°C. Niektórym szczęśliwcom pensje wypłacane są na czas. 

 

Pomyślcie o tym, oglądając mecz.


źródło: The NewsTalkers

Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić