Roadtrip w Armenii – gotowy plan na 3 dni! Dzień 2

Roadtrip w Aremnii – trasa dzień 2

Trasa: Artabuynk – Klasztor Arates – Zorats Church – Wings of Tatew Aerial Tramway – Satan Bridge – Tatev Monastery – Tatev Viewpoint (powyższe nazwy są nazwami, po których z łatwością znajdziecie dane miejsce na Google Maps, dlatego też nie tłumaczyłam ich na polski.)

Długość: 166 km

Czas podróży: 4 godziny



Kolejny dzień roadtripu w Armenii zaczynamy wcześnie – od wycieczki w góry, o której będziecie mogli przeczytać niebawem.

Monastyr Arates

Wcześniej jednak, za namową naszego gospodarza, jedziemy do monastyru Arates, położonego niedaleko naszego noclegu, w miejscowości o tej samej nazwie. Są to ruiny klasztoru, te najstarsze pochodzą z VII w., a turyści pojawiają się tutaj okazjonalnie i właśnie dzięki temu można namacalnie odczuć mistykę miejsca, które od wieków służy Bogu. Służy, mimo, że jest ruiną, ponieważ miejscowi nadal zbierają się tutaj na modlitwę, o czym świadczą liczne dewocjonalia, świece i ich zapach delikatnie unoszący się w powietrzu.



Zorats Church – Kościół św. Armii

Kolejny przystanek przed wyruszeniem na szlak to również nietypowe miejsce – kościół św. Armii. Słyszeliście kiedyś, żeby jakiś kościół był św. Armii? Ja również nie, więc pierwsze pytanie jakie przychodzi na myśl to kim była ta święta Armia? Okazuje się, że bynajmniej nie chodzi tu o jakąś świętą kościoła ormiańskiego o nietypowym imieniu, a o regularne wojsko. Kościół jest potocznie nazywany właśnie tak, ponieważ to tutaj żołnierze zbierali się na ostatnią Mszę Św. przed wyjazdem na wojnę. Jako że razem ze swoimi końmi nie mogli wejść do środka, kościół nie ma nawy, a składa się jedynie ze ściany, ołtarza i placyku, na którym mogli zebrać się wierni. Nie wiadomo dokładnie z którego roku pochodzi, ale jest niewątpliwie jedynym przykładem tego typu architektury w całej Armenii.



Po intensywnych 5 godzinach w górach wyruszamy na południe kraju.

Skrzydła Tatevu (Wings of Tatev) – kolejka linowa

Skrzydła Tatevu (Wings of Tatev) – chyba najbardziej rozpropagowana i nowoczesna atrakcja turystyczna w kraju. To najdłuższa na świecie kolejka linowa łącząca miejscowość Halidzor z oddalonym o 5.7 km monastyrem Tatev – jednym z najważniejszych klasztorów na mapie Armenii. Dla Ormian jest to przede wszystkim symbol rozwoju kraju, krok ku nowoczesności, taki powiew Zachodu – w zasadzie każdy napotkany mieszkaniec polecał nam to miejsce. Ja jednak nie jestem fanką tego typu atrakcji – zawsze staramy się znajdować miejsca poza utartym szlakiem niż jeździć w te, które wybiera absolutnie każdy. Daliśmy jednak szansę skrzydłom Tatevu i… po dotarciu na miejsce nie było nam dane pojechać kolejką. Dlaczego? Po pierwsze, jeśli podróżujecie w sezonie turystycznym lub w weekendyrezerwujecie bilety online na stronie obiektu. My dojechaliśmy na miejsce popołudniu, a najbliższy dostępny bilet był na 10 rano kolejnego dnia. Kolejka przyciąga nie tylko turystów – wolny czas chętnie spędzają tutaj Ormianie. Dodatkowo wszędzie można znaleźć informację, że kolejka nie kursuje w poniedziałki, tak więc zaplanowaliśmy nasz roadtrip tak, aby być tam w niedzielę. I kolejna niespodzianka – mimo, że nawet na drzwiach wisi informacja, że w poniedziałki kolejka jest nieczynna, okazało się, że w lecie operuje codziennie. Szkoda, że nie ma tej informacji na stronie… Chcieliśmy, nie dało się, trudno. Moja rada: jesteście w okolicy, macie czas? Super, fajna wycieczka. Ale nie dostosowujcie wyjazdu do czasu kursowania kolejki, bo można się zdziwić. A jeżeli jest to gwóźdź programu, to rezerwujcie bilety, link w tekście powyżej. Na stronie sprawdzicie również aktualną cenę przejazdu. W wagoniku jedzie 25 osób, czas przejazdu to 12 min.

I walczcie o miejsce przy oknie.


źródło: https://www.tatever.am/en

Noclegi w okolicach Tatevu

Jak natomiast rozwiązać nocleg, jeśli planujecie spędzić noc w okolicy? Opcji jest kilka. Pierwsza – znaleźć nocleg w okolicach Halidzor, pojechać kolejką do Tatevu, wrócić na noc do Halidzoru. Można też zaplanować nocleg w Tatevie, pojechać kolejką w jedną stronę, zostać na noc i wrócić kolejnego dnia. Może również, tak jak finalnie my, pojechać do Tatevu samochodem zamiast kolejką i zostać tam na noc. Obie te miejscowości mają dość rozwiniętą bazę noclegową – to naprawdę popularne miejsca. Pamiętajcie jednak, że trasa samochodem między Halidzorem a Tatevem zajmie Wam około 40 minut, mimo, że to tylko 15km. Droga jest kręta, jest mnóstwo serpentyn, pod koniec nie ma asfaltu. Ale ta opcja też ma swoje plusy – przy drodze znajduje się „Szatański Most”. Według legendy to właśnie diabeł zrzucił potężny głaz do rzeki Worotan, dzięki czemu uciekający z oblężonego monastyru chłopi mogli przejść przez rwący górski potok. Obecnie jest to miejsce weekendowych spotkań rodzin i młodzieży, oprócz naturalnych źródeł węglowych, wybudowano również sztuczny basen. Odważniejsi mogą zejść po stromej skale z liną zabezpieczającą w dół wąskiego wąwozu. Miejsce jest bardzo przyjemne, zwłaszcza w upalne dni. Niemniej jednak radzę omijać je w weekendy i święta.


Wracając do monastyru Tatev– warto dotrzeć tutaj o zachodzie słońca. Polecam wtedy przejść lub przejechać samochodem jedną serpentynę wyżej do punktu widokowego na klasztor i malowniczy wąwóz. Jeśli się nie uda – rano światło jest również świetne do zrobienia fajnych zdjęć.


Monastyr Tatev o wschodzie słońca

Jeszcze kilka słów o najgorszym według mnie sposobie dostania się do Tatevu, czyli o jednodniowej wycieczce autobusowej z Erywania. Nie oszukujmy się – jest to daleko. 250 km autobusem w jedną stronę po armeńskich drogach może być naprawdę wyczerpujące, zakładając, że potrzebujemy minimum energii na zwiedzanie miejsca. Trasa w jedną stronę to około 6 godzin, więc łatwo policzyć, że spędzimy w autobusie w sumie godzin 12. Powiem tak – my bardzo często przeginamy z programem naszych roadtripów, śpimy po kilka godzin, spędzamy długie godziny w samochodzie, przemierzamy setki kilometrów, ale na coś takiego na pewno byśmy się nie pisali. To, że taką wycieczkę oferują biura podróży na każdym rogu ulicy w Erywaniu, nie znaczy, że jest to przyjemny wyjazd za miasto. Jeśli nie dysponujecie wypożyczonym samochodem, polecam poszukać opcji z noclegiem na miejscu, o czym już pisałam powyżej. Zwłaszcza, że naprawdę warto się tam zatrzymać i w spokoju podziwiać wspaniałą naturę. Ponadto w okolicy jest mnóstwo górskich szlaków, więc pobyt można połączyć z pieszymi wycieczkami w góry.


Monastyr Tatev

Monastyr Tatev – perła Armenii

Zatrzymajmy się na chwilę przy samym klasztorze, jeśli już udało nam się do niego dotrzeć. Bez wątpienia jest to najbardziej rozpoznawany monastyr w Armenii – zobaczycie go na pocztówkach, obrazach, okładkach przewodników. Pełen turystów, ale również wiernych kościoła ormiańskiego, którzy licznie tu pielgrzymują. Wciąż czynny, z bogatą historią sięgającą IV w., kiedy to właśnie na niedostępnej półce skalnej, nad wąwozem rzeki Worotan, powstały pierwsze zabudowania. Obiekt, który podziwiamy dziś, pochodzi z wieku IX i przez resztę średniowiecza był ośrodkiem nie tylko sakralnym, ale również kulturalnym i naukowym. To tutaj wybitni teolodzy zapoczątkowali „szkołę tatewską”, która później przerodziła się w Uniwersytet słynący z nauk humanistycznych, miniatury, muzyki czy manuskryptów. Oczywiście to wszystko nie znaczy, że położenie klasztoru uczyniło go całkowicie bezpiecznym i nietkniętym przez wieki, a rozwój nauki przyszedł bez trudu. W XII wieku podczas najazdu Turków spłonęła bezcenna biblioteka, klasztor ucierpiał również w wojnie rosyjsko-perskiej w XIX w., czy w czasie trzęsienia ziemi w wieku XX. Myślę, że jest to jedno z miejsc „must-go” na mapie Armenii. Wrażenie robi przede wszystkim położenie klasztoru, a podziw wzbudzają umiejętności budowniczych, którzy tysiąc lat temu wybudowali dzieło sztuki w tak niedostępnym terenie. Surowe, ciemne wnętrza pomagają się skupić i wczuć w powagę tego wielowiekowego miejsca sacrum. Dodatkowo, mieliśmy możliwość zobaczyć nabożeństwo niedzielne Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, jednej z najstarszych wspólnot w Kościele Chrześcijańskim. Gdy pierwsze, dość przerażające wrażenie minęło, szybko doszłam do wniosku, że pewnie tak wyglądały Msze Święte w pierwszych wiekach po Chrystusie. Mimo cennego doświadczenia cieszę się, że Kościół ewaluował i że odbył się Sobór Watykański.

Jak spędziliśmy kolejny dzień podróży? Dowiedz się TUTAJ!


Msza w obrządku Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego


Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami i radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić!
I zapraszam do lektury kolejnych, odnośniki znajdziecie poniżej 🙂

Aby być na bieżąco z nowymi publikacjami i podróżami, zapraszam do śledzenia:

-> profilu na fb: @whereverigo.pl

-> oraz instagramie: @whereverigopl