handel niewolnikami

Zanzibar – handel niewolnikami na rajskiej wyspie


To nie będzie łatwy i przyjemny wpis o Zanzibarze. Mimo, że ta rajska wyspa kojarzy się głównie z białymi plażami i turkusowym oceanem, poznamy dziś jej ciemniejszą stronę – handel niewolnikami. Stronę, o której należy pamiętać i traktować jako przestrogę, szczególnie w XXI w. Tworzę takie wpisy, ponieważ podróże to nie tylko piękne krajobrazy i ciekawe zabytki. To także historia, która na tle tych krajobrazów się pisała, to przeżycia ludzi oraz nauka dla współczesnego świata. Bardzo często trudna, bolesna, niechlubna.



Stone Town

Aby poznać przeszłość Zanzibaru udajemy się do jego stolicy – Stone Town. Jak widzicie na zdjęciu powyżej, zastaje nas tam typowy widok tropikalnej wyspy. To „Kamienne Miasto” nie jest głównym ośrodkiem turystycznym – ludzie po przylocie rozjeżdżają się do licznych resortów na południowym i wschodnim wybrzeżu. W Stone Town spędzają zazwyczaj jeden, może dwa dni, a mimo to biznes turystyczny tu kwitnie. Nie, nie kwitnie. On tutaj przytłacza, eksploduje, zniechęca. Dziesiątki naganiaczy próbujących sprzedać wszystko – od chust po jednodniowe wycieczki. Dzieci, które wprost żądają pieniędzy od turystów. To nie Afryka, jaką znam i to nie Afryka, jaką się zauroczyłam. Miałam to szczęście, że moja pierwsza styczność z tym kontynentem nie miała miejsca właśnie tutaj. Jeśli jednak Wy dotarliście najpierw na Zanzibar – nie oceniajcie Afryki przez jego pryzmat. To dwa różne światy.



Mimo to warto się tutaj zatrzymać, aby poznać historię handlu niewolnikami oraz odwiedzić miejsce, gdzie rozgrywała się jedna z najgorszych tragedii ludzkości. Tragedii, którą ludziom – zgotowali ludzie. I tragedii, o której u nas w Europie mówi się bardzo mało, mimo, że mieliśmy w niej swój udział. Targ niewolników uważam za najbardziej warty zobaczenia w całym mieście, więc jeśli jesteście w Stone Town – pójdźcie właśnie tam. Od 2 lat funkcjonuje tam również nowoczesna wystawa (East African Slave Trade Exhibit), która bardzo szczegółowo przybliży Wam historię tego procederu. Wstęp kosztuje $5 i w tym miejscu zdecydowanie polecam wziąć przewodnika – sam Was znajdzie. I będzie mu bardzo miło, jak zostawicie mu napiwek. 


źródło: East African Slave Trade Exhibit Zanzibar

Strategiczne położenie Zanzibaru

Zanzibar bez wątpienia można nazwać bramą do Afryki oraz bramą Afryki na świat. Historycznie, takie właśnie miejsca szybko stawały się ośrodkami handlu i tutaj nie było inaczej. Już 2-3 tys. lat p.n.e. Zanzibar zaczął odgrywać coraz większą rolę na Oceanie Indyjskim. Na wyspę zamieszkałą głównie przez rybaków z Afryki zaczęli docierać kupcy z Mezopotamii (dzisiejszy Irak), Egiptu czy Fenicji. Świadczą o tym zachowane wraki statków oraz ślady tych kultur zarówno na Zanzibarze, jak i wzdłuż wschodniego wybrzeża Afryki.

Rozwój handlu

W rezultacie zaczął rozwijać się handel z Półwyspem Arabskim, Indiami, Azją Wschodnią, a afrykańskie „dobra”, takie jak szylkret (materiał wytwarzany ze skorup niektórych gatunków żółwi), heban czy kość słoniowa stały się głównym towarem eksportowym. Na Zanzibar natomiast sprowadzano drogie tkaniny i chińską porcelanę.

Pierwsze tysiąclecie naszej ery przyniosło dalszy rozwój handlu, a Arabscy kupcy zaczęli nazywać wyspę Zinj – barr („Zinj” od perskiego słowa „czarny” a słowo „barr” od arabskiego słowa „ląd”). W VII-VIII w. zaniepokojeni sytuacją na Półwyspie Arabskim i nękani wojnami, zaczęli na stałe osiedlać się na wyspie. Wraz z nimi, na Zanzibar przyszedł raczkujący Islam i zakorzenił się na dobre, do dziś pozostając tam główną religią.

Asymilacja osiadłych Arabów, Persów i napływ afrykańskich plemion ze wschodniego wybrzeża Afryki doprowadziły do wykształcenia się języka i kultury Swahili, która czerpała ze wszystkich tych kultur.

Do XV w. Zanzibar i inne ośrodki wschodniego wybrzeża Afryki zarządzane były przez lokalnych sułtanów z dużymi wpływami z Arabii, Persji i Azji. Rozwój handlu w II tysiącleciu zaczął przynosić im ogromne zyski, a ten stosunkowo dobrze funkcjonujący układ zakłóciło przybycie Portugalskich żeglarzy. Walcząc o dominację we wschodniej Afryce z Imperium Brytyjskim, w 1503 r. podbili Zanzibar, a już do 1525 r. mieli pod kontrolą cały Archipelag wraz ze wschodnim wybrzeżem Afryki. W 1560 r. wybudowali pierwszy kościół i małą osadę, którą dziś nazywamy Stone Town. Nie zagrzali tam miejsca na długo – w XVII w. portugalskie siły zaczęły słabnąć, ustępując miejsca w 1698 r. omańskim Arabom.

Rządy Omanu i masowy handel niewolnikami

Pod rządami Omanu na masową skalę rozwinął się handel niewolnikami. Początkowo byli transportowani właśnie do Omanu, gdzie jak grzyby po deszczu powstawały farmy daktylowe i zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą rosło. Kobiety sprzedawano jako pomoce domowe i niewolnice seksualne i wbrew temu jak to brzmi, to był najlepszy los jaki mógł je spotkać. Mężczyźni natomiast wykonując morderczo ciężką pracę bez wystarczającej ilości pożywienia, wody i snu chorowali i umierali – szacuje się, że rocznie życie traciło około 30% niewolników. Tych podupadłych na zdrowiu odsprzedawano np. do Indii, co tylko zwiększało zapotrzebowanie na rynku. Początek XVIII w. to około 500 niewolników rocznie docierających tylko do Omanu. Rok 1770 r. to już 3000. Z czasem handel niewolnikami rozwinął się na Persję, Indie, Egipt i inne kraje azjatyckie. Popyt na tanią siłę roboczą sprawił, że w poszukiwaniu niewolników zaczęto eksplorować nie tylko wschodnie wybrzeże Afryki, ale również głęboki interior. Nastawiano wrogo wobec siebie plemiona, a stawką w lokalnych wojnach była sprzedaż przegranych handlarzom niewolników. Wielokrotnie handel wspierany był przez afrykańskich watażków, którzy w zamian za towar od handlarzy, sprzedawali swoich ludzi, niejednokrotnie dorabiając się fortuny. Dodatkowo plemiona na wschodzie kontynentu stopniowo przechodziły na Islam, co w dalszej mierze powodowało eksplorację coraz głębszych regionów Afryki – według Islamu nie wolno było zniewalać muzułmanów. Szlaki handlu niewolnikami w XIX w. dotrą aż do północnej Zambii oraz zachodniego wybrzeża Afryki.


Zdjęcie zrobione na wystawie “East African Slave Trade Exhibit”, Stone Town

Mordercze marsze przez Afrykę

Po schwytaniu, niewolnicy maszerowali przez Afrykę długimi tygodniami, aby odbyć morderczą podróż na Zanzibar. Dla nich nie była to brama na świat, a brama końca wolności, życia, nadziei. Szli w szeregu, pospinani łańcuchami lub ciężkimi drewnianymi belami. Często nieśli z sobą kość słoniową na handel, a kobietom zabijano dzieci, żeby mogły udźwignąć więcej. Ci, którzy przeżyli, pakowani byli na łodzie (dhow), po 500-600 na jedną. Tam, ściśnięci pod pokładem płynęli kilka dni bez jedzenia, wody i jakiejkolwiek higieny. Tych z oznakami chorób wyrzucano za burtę, by nie szerzyli jej dalej oraz by nie płacić od nich podatku po dotarciu na miejsce. Reszta niejednokrotnie nie mogła opuścić statku o własnych siłach, ponieważ niemożliwym było rozprostowanie nóg po wyczerpującej podróży. Czas oczekiwania na sprzedaż spędzali w małych podziemnych celach. Nie mieli dostępu do świeżego powietrza i światła, a specjalnie wydrążone rynny odprowadzały odchody do rzeki. Gdy w 1866 r. na Zanzibar przybył szkocki misjonarz i odkrywca – David Livingstone, walczący o zniesienie handlu niewolnikami, w swoich dziennikach opisał unoszący się wszędzie odór fekaliów z miasta, wszechobecne choroby i ścieki pokrywające białe plaże. To nie był Zanzibar z dzisiejszych pocztówek.


Zdjęcie zrobione na wystawie “East African Slave Trade Exhibit”, Stone Town
Cela, w której przetrzymywani byli niewolnicy przez wystawieniem na targ

Jak wyglądała sprzedaż?

Targ niewolników odbywał się w godzinach popołudniowych. Krótko przed nim niewolnicy byli myci i oporządzani, ponieważ za tym jak sprawnie i zdrowo się prezentowali, szła oczywiście cena. Kobiety często malowano henną, dawano im biżuterię, aby podkreślić urodę. Następnie wystawiano ich na ulicę i niejednokrotnie jeszcze testowano w brutalny sposób – przywiązanych do drzewa biczowano, a ci, którzy najlepiej znosili tę torturę osiągali najwyższe ceny. Niesprzedani trafiali z powrotem do swoich cel, czekając na kolejny targ.

Handel niewolnikami osiąga szczyt

Z czasem sułtan Omanu zaczął potrzebować wsparcia z zewnątrz w celu rozwiązywania lokalnych konfliktów. Po protektorat zwrócił się do Imperium Brytyjskiego, które w zamian zaczęło domagać się zniesienia niewolnictwa, ponieważ jako jedyni w tamtym czasie nie czerpali z tego zysków. Początkowo ustalono „Linię Moresby”, delegalizującą handel niewolnikami m.in. z Maskarenami (wyspy na Oceanie Indyjskim) i Indiami. Zabroniono również sprzedaży niewolników chrześcijanom, ale transport do Omanu odbywał się nadal. Mogło by się wydawać, że każde ograniczenie handlu niewolnikami, to krok w dobrą stronę. Niestety, wszystkie te działania były złudne – sułtan tracąc część dochodu z handlu, powiększył plantacje goździków na Zanzibarze, tym samym zwiększając popyt na niewolników na wyspie (w szczytowym momencie 1/3 niewolników transportowanych z Afryki, zostawała na Zanzibarze na plantacjach goździków).

Naciski z zewnątrz zostały spotęgowane w 1833 r. za sprawą Aktu Wyzwolenia, znoszącego niewolnictwo na wszystkich terytoriach Imperium Brytyjskiego. Sułtan jednak, który już w tamtym czasie przeniósł stolicę Omanu na Zanzibar, miał innego, silnego sprzymierzeńca –Amerykę Północną. Handel rozwinął się jeszcze bardziej, między innymi ze względu na kość słoniową – Amerykanie cenili ją, ponieważ była miękka i łatwiejsza w formowaniu niż ta azjatycka. Idealnie nadawała się więc do produkcji klawiszy pianin, kul bilardowych czy grzebieni.  W tamtym czasie niewolników sprowadzano już z okolic Jeziora Wiktorii, a nawet północnej Zambii, szacuje się, że w liczbie 40-50 tys. rocznie. David Livingstone pisał, że 80 tys. schwytanych niewolników ginęło po drodze, nie docierając nawet na Zanzibar. Nie trzeba długo się zastanawiać, aby zrozumieć skalę tego okrucieństwa.  Z czasem wpływy kolejnych sułtanów malały, a sam Oman zaczął borykać się z problemami wewnętrznymi. To zachęciło Brytyjczyków, którzy zaczęli zwiększać swoje wpływy na wyspie. Dodatkowo, rynek handlu goździkami się zapełnił i plantacje przestały przynosić takie zyski, jak wcześniej. To wszystko wróżyło jedno – handel niewolnikami musi się skończyć.


Memoriał upamiętniający handel niewolnikami autorstwa Clara Sornas

Zniesienie handlu niewolnikami

Sytuacja była bardzo zła – na wyspie nie było czystej, bieżącej wody, a epidemia cholery w 12 lat zabiła 1/6 populacji Stone Town oraz 35 tys. ludzi na całym Zanzibarze. W ciągu kolejnych lat kilkukrotnie zmieniała się władza, a następnie wyspa oddzieliła się od Omanu. Przez wyspę przeszedł niszczący większość upraw huragan. Naciski na zniesienie handlu niewolnikami wzrastały, tym razem wspierane również przez Amerykanów. Doprowadziło to do blokady portów handlowych i groźby całkowitego zablokowania Zanzibaru przez Brytyjską marynarkę. Ówczesny sułtan, przerażony myślą całkowitego odcięcia wyspy od świata, podpisał traktat o zniesieniu niewolnictwa. Zostały zamknięte targi niewolników, w tym ten największy w Stone Town. Na jego miejscu rozpoczęto budowę katedry, w której dziś możemy podziwiać między innymi krzyż z drzewa, pod którym, podczas podróży po Afryce, na terenie dzisiejszej Zambii, na malarię zmarł David Livingstone. Mimo, że walczył o zniesienie niewolnictwa, nie dane było mu tego doświadczyć za życia – zmarł miesiąc przed oficjalnym zakazem handlu. Był pierwszym Europejczykiem, który zobaczył wodospady Wiktorii, dokonał wielu odkryć w Afryce i był jednym z pierwszych odkrywców, od których Europa czerpała wiedzę o tym kontynencie.


Życie po wyzwoleniu

To, że handel niewolnikami został zabroniony, wcale nie oznaczało, że z dnia na dzień świat stał się piękny. Ceny niewolników na czarnym rynku wzrosły i szacuje się, że jeszcze do 1907 r. rocznie przemycano z Afryki 10-12 tys. nielegalnych niewolników. Wzdłuż wybrzeża do dziś można się natknąć na częściowo podziemne bunkry – ich wykorzystanie wzrosło, aby ukryć nielegalne transporty. Uwolnieni niewolnicy nie mieli łatwego życia – bez jedzenia, dachu nad głową, w obcym miejscu, oderwani od swojej kultury w zasadzie w większości nie wracali do swoich domów. Nie pamiętali swoich rodzin, nie mieli tożsamości, dorastając w niewoli nie znali innego życia. Wielokrotnie zostawali u swoich dotychczasowych panów, robiąc dokładnie to samo, co wcześniej, tym razem za pieniądze. Marne pieniądze, ale przynajmniej nazywało się, że są „wolni”. Czy naprawdę byli?

W miejscu targu niewolników w latach 1873-1880 powstała katedra anglikańska, do której budowy zatrudniono byłych niewolników, by dać im pracę i uczciwą zapłatę. Przed ołtarzem widać biały okrąg – to w tym miejscu stało drzewo, przy którym biczowano niewolników. Legenda głosi, że w trakcie budowy z braku umiejętności i nadzoru, postawili kolumny katedry do góry nogami – i tak właśnie stoją do dzisiaj.


Ołtarz Kościoła Anglikańskiego na miejscu dawnego targu niewolników. Przed nim widać biały okrąg – to w tym właśnie miejscu stało drzewo, przy którym biczowano ofiary.
Postawione do góry nogami kolumny, przez pracujących już legalnie po wyzwoleniu, niewolników.

Niewolnictwo dzisiaj

W tym wpisie nie będzie happy endu. Nie napiszę, że ludzkość poradziła sobie z problemem niewolnictwa, mimo, że bardzo bym chciała.


źródło: https://www.washingtonpost.com/

Jak widzicie na mapie powyżej, mimo, że niewolnictwo w dzisiejszych czasach nie jest legalne, wciąż istnieje i w XXI w. obserwujemy jego wzrost. Szacuje się, że obecnie na świecie 21-36 milionów ludzi jest zniewolonych. Prym wiodą Indie, Chiny, Pakistan, Uzbekistan, Rosja, Nigeria czy kraje Bliskiego Wschodu. Chociaż niewolnictwo nie występuje pod postacią tysięcy niewolników idących przez Afrykę, to pamiętajmy, że prawnie niewolnictwo to każda relacja, w której jedna osoba kontroluje i wykorzystuje drugą pod groźbą przemocy, dla zysku.

Zaliczyć do tego możemy między innymi przymusową pracę, przymusowe odpracowywanie długów, pracę dzieci, przymusowe (aranżowane) małżeństwa, handel ludźmi czy jakiekolwiek wykorzystywanie wynikające z niższej pozycji społecznej (np. w systemie kastowym).

Zastanawialiście się kiedyś, ile rzeczy, które kupujemy na co dzień w sklepach jest dziełem takiej właśnie niewolniczej pracy? Jak zostały zorganizowane imprezy masowe i wydarzenia sportowe, na których wszyscy świetnie się bawimy? Czy na pewno ten problem nas nie dotyczy?


Katar, rok 2019. W świecie wyzysku, wielogodzinnej pracy, upale, 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu, pracownicy z Azji budują stadion na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej FIFA 2022. Śpią w prowizorycznych obozowiskach na obrzeżach Doha bez klimatyzacji, mimo, że temperatury latem przekraczają 50°C. Niektórym szczęśliwcom pensje wypłacane są na czas. 

 

Pomyślcie o tym, oglądając mecz.


źródło: The NewsTalkers

Dzięki, że dobrnęliście do końca. Pytania kierujcie w komentarzach, zapraszam również do dzielenia się Waszymi doświadczeniami radami, które z pewnością pomogą innym podróżnikom.

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, możecie go polubić i udostępnić

Dodaj komentarz